baner cg 3

Zmarł Wincenty Sobowiec

14-03-2021

Ze smutkiem zawiadamiamy, że zmarł Pan Prof. Wincenty Sobowiec wieloletni nauczyciel  muzyki Collegium Gostomianum. Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się 16 marca 2021 r. (poniedziałek) o godz. 14:00 w kościele w Trześni.

sobowiec

„To, co daje sens życiu, daje także sens śmierci”

Śmierć nigdy nie jest w porę. Zwłaszcza dla tych, którzy tracą osobę bliską, kochaną, bez której nic już nie będzie takie, jak było. Ale Antoine de Saint-Exupery, z którego sentencji uczyniłam tytuł, jednak daje pocieszenie. Pamiętam ŚP Prof. Wincentego Sobowca z czasów, gdy byłam jeszcze uczennicą I Liceum Ogólnokształcącego, zwanego powszechnie „Długoszem”. To było dawno, lecz ciągle mam przed oczyma obraz Profesora, który idzie szkolnym korytarzem z przewieszonym przez ramię akordeonem. Nikogo ten widok nie dziwił, wszakże Wincenty Sobowiec był „Panem od śpiewu”. Mojej klasie „przypadła” plastyka, z równie dobrze zapamiętaną Panią Prof. Reginą Stępień, która cierpliwie uczyła nas perspektywy i dzięki której naprawdę zainteresowałam się historią sztuki. Tak więc Profesor Sobowiec, nauczyciel muzyki, dyrygent chóru i, o czym powszechnie było wiadomo, dyrektor zespołu pieśni i tańca, jawił mi się jako postać dość tajemnicza i odległa. Tak było przez całe lata. Dopiero gdy jako nauczycielka pożegnałam Collegium Gostomianum, wszystko się zmieniło. Pewnego dnia, a było to w okresie przedświątecznym, rozdzwonił się telefon. Podjęłam słuchawkę i usłyszałam dźwięczny, młodzieńczy głos: „Pani Danusia?” Przedstawił się: „Mówi Witek Sobowiec, pragnę złożyć Państwu życzenia”. I popłynęła radosna melodia kolędy „Dzisiaj w Betlejem” … Pan Profesor zagrał tę pieśń na akordeonie. Innym razem była to pastorałka, którą Profesor do telefonu zaśpiewał. Nigdy dotąd takich życzeń nie otrzymałam. I już nie otrzymam …. Przechowuję w serdecznej pamięci tamte melodie, dźwięk instrumentu i głos Pana Profesora. Wiem, że telefonował nie tylko do nas. Zawsze pamiętał o świętach, o imieninach swych Koleżanek i Kolegów. Dzwonił z życzeniami i piosenką. Nasz numer wybierał wielokrotnie i prowadziliśmy długie rozmowy o życiu, o historii Sandomierza. Pan Profesor szczególnie interesował się dziejami prawobrzeżnej części miasta, a zwłaszcza koleją, z którą był rodzinnie związany. Przypuszczam, że zgromadził wiele cennych źródeł, które mogłyby być przyczynkiem do wojennej i powojennej historii grodu. Pan Profesor Sobowiec swoimi telefonami do „braci emeryckiej” w pewien sposób nas łączył, integrował, przy czym był nie tylko inicjatorem, ale i duszą tej więzi – zawsze pogodny, życzliwy, pełen ciepła, gotów do dialogu. Na pewno pozostanie w mej pamięci jako człowiek, który cenił przyjaźń i kochał ludzi. Z rozmowy z moją Przyjaciółką Basią wiem, że Profesor z pasją oddawał się zajęciom rustykalnym: np. hodował kurki, odpowiednio je karmił, ale nie po to, by zażyć przyjemności kulinarnych, lecz dlatego, aby wiodły długie, szczęśliwe życie. Piszę o tych drobiazgach, byśmy mieli świadomość, ile dobra i piękna na świecie może pomnożyć człowiek swym jedynym, krótkim życiem, jeśli żyje nie tylko dla siebie.

Dziękuję, Panie Profesorze. Danuta Paszkowska