Tutaj
Nie urodziłem się tutaj
w tym pięknym mieście nad Wisłą.
Przybyłem przed laty
sandomierzanin z wyboru.
Z tym miastem los mój związałem,
poezję moją i życie
jak wierzby te i topole,
jak te nad wodą wikliny,
jak lipy w parku kwitnące,
jak ludzie, co tu wyrośli-
tej pięknej ziemi poświęcam
uczucia, myśli i strofy,
do wianka poezji wplatam
me wiersze jak z łąk tych kwiaty
i składam na Tysiąclecie
obchodów sławnego grodu,
miastu, gdzie mieszkam i żyję.
Jak nazwać to: miłość, przyjaźń
czy tylko zauroczenie?
Jak wypowiedzieć słowami
prawdziwe piękno tej ziemi?
Jak oddać życia wzruszenie,
myśli, marzenia, przeżycia?
Tej ziemi w hołdzie najszczersze
poświęcam strofy i wiersze.
Wrastam w ten pejzaż wiślany,
w te domy i okolice
na skłonie mych dni jesieni,
z poezją idąc przez lata.
Może coś z tego zostanie,
co czuję i o czym piszę,
może coś z naszej spuścizny
po latach też ktoś ocali.
Może z tych drzewek wyrośnie
nowy sad wiosną kwitnącą,
może pokryją się pola
runią - do życia zbudzone.
Może ktoś wspomni po latach,
żeśmy tu byli i żyli,
tymi chodzili drogami
i mały ślad zostawili…
I - U źródeł życia
Wieś Maziarz (urywek)
Jest niedaleko od Lipska
rodzinna moja wieś – Maziarz,
mój dom i moja kołyska,
kraj mojego dzieciństwa.
Jej imię często powtarzam
i wracam tu jak ptak do gniazda.
Szumi las, pachną łąk kwiaty…
Przy ganku rosną kasztany,
a żuraw skrzypi w podwórzu.
Za wioską zachód różany
jak ogród kwitnący różą.
Matka po izbie się krząta
i w polu głos żeńców słychać.
Pan Kwiecień, sąsiad z Maziarza,
odwiedza ojca w stodole.
Dzień się jak co dzień powtarza
i woła od świtu w pole.
Zaledwie błyśnie świtanie
już polne grajki – skowronki
dzwonią swe piosnki na łanie.
A gdy się zachód dopala
jak pośród boru ogniska
słychać ich jeszcze gdzieś z dala
dzwoniących na roli nisko,
zasypiających powoli
wśród wsi, pól, snopów i roli.
Natenczas wieś drogą wraca
mozolna i pracowita,
ale w zagrodzie wre praca.
Zmierzch sieje z wielkiego sita
gwiazdy z ogromnej przestrzeni.
Zasypia wieś, tylko czasem
psy się odezwą za lasem,
a potem z drugiego sioła
szczekanie – nawoływanie
ozwie się wśród pól dokoła
jak gdyby nocne czuwanie.
I znowu cisza rozlewa
srebrzystą baśń nocy w drzewach.
Pozdrowienie
Przez wzgórza i przestrzenie
przez mrok i nocy mgłę
rodzinnej mojej ziemi
synowskie pozdrowienie
z daleka dzisiaj ślę.
Pozdrawiam każdą wieś
ludzi i wszystkie chaty
i ludu mego pieśń
i łąk rodzinnych kwiaty.
Pozdrawiam tych co sieją
ziarno dla przyszłych dni
i patrzą w świat z nadzieją
gdzie świty nowe dnieją
wschodzące słońce lśni.
Pozdrawiam sad i gaj
i pól szumiące łany
i bliski sercu kraj
ojczysty i kochany.
Na ziemi moich przodków
Na ziemi moich przodków tam, gdzie powstaniec dziad
przed laty pod Czachowskim bił się za lud i kraj -
rozkwita znowu dzisiaj biało-czerwony kwiat
i krasi moją ziemię znów, jak przed laty, maj.
Znów chłopi orzą wiosną, rzucają nowy siew
i wspominają dawne, tragiczne dziejów dni,
dziewczęta wiodą barwny korowód i swój śpiew
i echo w dali brzmi od mej rodzinnej wsi.
I słucham echa pieśni z rodzinnych moich stron
od Lipska, od Maziarza, pieśni mych młodych lat
z Krempy Kościelnej ozwał się dźwięcznym głosem dzwon
i liść jesienny znowu cicho do stóp mych spadł.
Z daleka
Z daleka, z mej rodzinnej wsi
echo ludowej pieśni brzmi.
Przy drodze w bieli kwitnie sad
i błyszczą okna nowych chat.
Dziewczęta idą drogą znów
i lśni księżyca srebrny nów.
Z daleka, z mych rodzinnych stron,
do uszu moich dobiegł dzwon.
Przywiał mi zapach kwiatów wiatr
jak za minionych, dawnych lat.
Z daleka, z mej rodzinnej wsi,
czas znów wspomnienia przyniósł mi.
Powitał swoim szumem czas
Matka
Skromna i prosta
Jak maziarska sosna
Poiła mnie mojego ludu mową,
Z jej źródła
Wziąłem pierwsze moje słowo
I ukochałem naszą pieśń ludową.
A ten krajobraz
Zbudzony o świcie
Niosę w mych oczach
Przez lata i życie.
Najpracowitsze mojej Matki ręce
Całuję dzisiaj w synowskiej podzięce,
Za lata trudów,
Za jej dobre serce
Tym wierszem Jej dziękuję najgoręcej.
Moja Matka
Ona pierwsza uczyła mnie w głuszy wioskowej,
przekazując najdroższy skarb ojczystej mowy.
Śpiewała mi piosnki jak Muza ludowa
i poiła krynicą, żywym zdrojem słowa.
A chociaż los mnie później rzucił w obce strony -
- wciąż powracam wspomnieniem do wiosny minionej.
Chowam pamięć tej ziemi jak talizman drogi
i często myślą wracam w me rodzinne progi.
Matce staruszce, śląc synowskie pozdrowienie,
poświęcam jej jak kwiaty z pól, wspomnienie.
Pamięci Ojca
Te drzewa, które sadziłeś
Rosną w ogrodzie,
Wspomnienie Twe sercu miłe
Wita nas co dzień.
U furtki lipa zielona
Wieje cieniście
I furtka czeka stęskniona
Na Twoje przyjście.
Te drogi, którymi co dzień
Chodziłeś, Ojcze,
Puste jak szlak o zachodzie
Idący w słońce.
A jednak wciąż mi się zdaje,
Że jesteś blisko,
Z nami, z tą ziemią i krajem,
Z mową ojczystą.
Idziesz wśród pól i po ścieżce
W dal powolutku,
Strudzony na swej ławeczce
Drzemiesz w ogródku.
I rośnie we mnie wspomnienie
Szumiąc jak drzewa
I nutą wspomnień codziennie
Serce owiewa.
Patrzę jak znów dogasa
Dzień na zachodzie,
Jak cień się snuje w lasach
Dzień nasz jak co dzień.
Ojciec
Sadziłeś ojcze sad
Szedłeś przez pole
I miałeś brzemię lat
Pomimo bólu strat
W trudzie mozole
Dałeś nam miłość swą
Chleb i ognisko
Na dobro i na zło
Dałeś nam dobroć swą
Nasz byt i wszystko
A teraz w ziemi śpisz
W cmentarnej ciszy -
Tylko nad tobą krzyż
Deszcz spływa niby łzy
I szum drzew dyszy
Świeci wysoko noc
Jasna daleka
Mogiły cicho śpią
Liście na trawach drżą
Łzy na powiekach
W rodzinnym domu
Niezapomniane przeżycia dziecięce
sprzed lat wracają znów w rodzinnym kole.
Ojca i Matki spracowane ręce
i blask choinki, co rozjaśnia dolę.
Na stole siano nakryte obrusem,
na nim opłatek niby biała lilia.
Dzielimy się radością wraz z Jezusem
i w domu rozpoczyna się Wigilia.
Ojciec się z Matką łamią, potem wszyscy,
składając sobie najlepsze życzenia,
złączeni jedną wspólną nicią, bliscy
w jedyny w roku wieczór Narodzenia.
Potem siadamy razem do wieczerzy,
aby jeść potrawy wigilijne społem.
Na stole dymi czerwony barszcz świeży
i świeci gwiazda na drzewku z aniołem.
Potem kolędy rozlega się pienie
w tej izbie – jakże prostej i ubogiej –
jakby powiało z dala skrzydeł tchnienie
i przyszli aniołowie w nasze progi.
A przed pół"ą, gdy zagrają dzwony
i echo hen w dal poniesie się z wieży,
idziemy w jasny wieczór ośnieżony
do szopki – śladem pasterzy…
Niezapomniane wrażenie dziecięce
w rodzinnym domu – tak dzisiaj dalekie –
Błogosławiony czas i Matki ręce
i Bóg Odwieczny, co stał się Człowiekiem.
Powraca znów po latach chwil wspomnienie
z gwiazdą Nowiny i tamtym obrazem
i znowu chwyta za gardło wzruszenie:
Czemu dziś znowu nie jesteśmy razem?
I znowu jakoś smutno i markotnie,
że przeminęły już młodzieńcze lata,
że w dal odeszły od nas bezpowrotnie,
że nie ma wśród nas już Ojca i Brata…
że nie siadamy razem do Wigilii,
na oknie nie zakwitną śnieżne kwiaty
jak wtedy w takiej uroczystej chwili
w rodzinnym kole, jak wtedy, przed laty,
że nie pójdziemy po wiejskiej ulicy
w grudniowej bieli – mali i weseli –
z gwiazdą i szopką tak jak kolędnicy
jako pasterze, królowie, anieli…
II - W krainie Mickiewicza
W tej wsi
W tej wsi, gdzie kiedyś przed laty uczyłem,
Spotkałem znów znajomych letnią porą
I przy ulicy, jak wspomnienie miłe
Poznałem znowu brzozę białokorą.
Obok siedzieli na ławeczce młodzi,
Których chłopcami kiedyś znałem.
Lecz przypominam ich postacie, twarze,
I nawet ich imiona i nazwiska.
W tej wsi daleko od gwaru świata
Gdzie tyle nowych domów dziś przybyło,
Szumią na polach nowe kłosy lata.
Wołodia krząta się w swojej pasiece
I zacny Wasil wita mnie uśmiechem
Jakby witał przyjaciela - brata.
*******
"W kraju młodości Mickiewicza,
gdzie byłem kiedyś z Wami,
kraina piękna, malownicza
oczy nam czarowała.
Urzekła nas ta piękna ziemia,
przedziwna jak poemat
i serca żywych uczuć zdrojem
poi nam jak krynica.
Kraj nad Serweczą i Świtezią,
nad Szczyrą i nad Niemnem -
dotąd nam jeszcze przypomina
młodości krajobrazy.
Jesień brzozowe gaje złoci
w jarzębinowych gronach
droga nas wiedzie od Zaosia
po nowogródzkim szlaku.
Wśród wsi, wzgórz, pól i łąk zielonych
idziemy i idziemy
do Tukanowicz i Warończy,
do Płużyn - jak przed laty.
O ziemio pędzlem arcymistrza
przedziwnie malowana,
Dotąd cię widzę i wspominam,
Ziemio młodości mojej.
Wieczór nad Serweczą
Księżyc zza wzgórz Cyryna
Na spacer wyszedł
Serwecz srebrzysta sina
Dzwoni o ciszę
Łąki mgłą wieją do nas
I pachnie siano
Zasypia dal zielona
Mówiąc: Dobranoc…
Toczy się noc w karocy
Do Tuhanowicz.
Wśród zasłuchanej nocy
Ucho szept łowi
I cicho. Noc daleka
I nikt nie woła
Mieni się srebrna rzeka
Śpią we mgle zioła
Gwiazdy migocą w dali
I gwiazdy w wodzie
Toczy się w dal szmer fali
Cisza w przyrodzie
Z daleka
Z daleka, z miłej sercu ziemi
Przez miasta, wsie, przestrzenie
Przyjaciel znowu list swój śle mi
Jak bratnie pozdrowienie
Świeci gwiazdami siny wieczór
I Świteź błyszczy w dali,
W mgle nad Serweczą
I w nadrzeczu
Światełka w mroku pali
Znowu melodia białoruska
Wraca na fali wspomnień-
Chwieje się w polu młoda brzózka
A wiatr zielone pola muska
I echo woła do mnie
Od Horodyszcza od Cyryna
Z Worończy z Tuhanowicz
Znajoma woła mnie kraina
Jak pieśń „Bywajcie zdrowi”
Z daleka z miłej sercu ziemi
Przez wzgórza i przestrzenie
Przyjaciół znowu list swój śle mi
Przynosząc z nowogródzkiej ziemi
Serdeczne pozdrowienie
Nad Serweczą
W domu przyjaciół nad Serweczą
Błysnął gwiaździsty wieczór
Już światła Horodyszcza świecą
Mgła ściele się w nadrzeczu
Gwarzymy – starzy przyjaciele –
I wspominamy młodość
Szemrze nam za oknami zieleń
Niknie we mgle Horodok
Po latach znowu wspominamy
Nasze młodzieńcze strony
I oglądamy panoramy
Przeszłości swej minionej
Wieczór rozsnuwa wkoło cienie
Rozkwita noc czerwcowa
Wspomnienie płynie za wspomnieniem
Wzruszenia łamią słowa
Jesteśmy zawsze razem blisko
Serca i nasze dłonie
Świeci braterskich serc ognisko
I jasnym blaskiem płonie
Szemrzą w śnie drzewa nad Serweczą
Świeci gwiaździsty wieczór
Myśli do lat młodzieńczych lecą
Mgła ściele się w nadrzeczu
Bywaj mi
Bywaj mi zdrowa, Nowogródzka ziemio,
kraju młodości,
gdziem żył i gdziem gościł.
Kwitnij zielenią
i złoć jesienią
pełna urody i godna miłości.
Niechaj wierszami „Pana Tadeusza”
rozbrzmiewa zawsze twe piękno i chwała,
niech nas czaruje
i jak kiedyś wzrusza
przyroda twoja w poezji wspaniała.
Niech jeszcze raz tam utęskniona dusza
powróci, by podziwiać twe uroki.
Niech nad zielenią
popłyną w przestwór sine obłoki.
Niech spojrzę jeszcze w twoje piękne dale
zanim mnie stąd uniesie życia fala.
O jasne wody
O jasne, piękne i przejrzyste wody,
wody Świtezi! Któż was nie wspomina
biegnąc myślami tam, gdzie wiek nasz młody,
gdzie pośród boru wiodła nas ścieżyna.
Tam pod błękitem wysokiej pogody
jaśniała nam jeziora przestrzeń sina.
Tam, święcąc z lasem wiosny gody,
brzozy witały nas… Miła kraina!
Tam Córka moja – niby świtezianka
pluskała się jak rybka w jeziorze,
igrała – głębin i grodu mieszkanka.
Tam echo kiedyś wołało nas w borze.
A dziś? Nie woła nas nikt, nikt nie czeka.
A przeszłość niepowrotna – tak daleka!
Z dalekiej wsi
Z dalekiej wsi
muzyka brzmi
i ucho niesie granie
marzy się mi
wśród jasnych dni
wiosenny wiatr na łanie
brzozowy gaj i Wisły kraj
i sina toń Świtezi
nad wodą las
i tamten czas
młodości i poezji
minionych dni
głos pieśni brzmi
wiatr pola tchnieniem muska.
Śni mi się świat
minionych lat
i ziemia białoruska.
I woła mnie w młodości śnie
w pięknie swym i ozdobie
daleki sen
prześniony sen
i myślę znów o tobie.
Świteź zimą
Zakuta lodem, śnieżnym puchem,
Odziana Świteź w głuszy śpi
Zaklęta – zda się, zimna duchem,
Objęta wkoło drzew bezruchem
W pustkowiu głuchym krótkich dni.
Śni się jej czar wiosny nowej,
Pogodne niebo, błękit wód,
Kwitnące lasy i dąbrowy,
Choć mocno więżą ją okowy
I ziębi lodowaty chłód.
Ale gdy wiosna znów zawita,
Wyłoni się z pościeli snów,
Słońce zaświeci na błękitach,
Las zabrzmi gwarną pieśnią życia
Zbudzony trelem ptaków znów.
Rzucą pałaców swych krużganki
Zimowy sen i mroczną głusz
Śpiące w jeziorze świtezianki
I wyjdą jasnych wód mieszanki
W złotoróżowej fali zórz.
Świteź
Jak rąbek nieba Świteź
W ciemnym pierścieniu boru
Jaśnieje wód błękitem
A w głębi jej odbite
Las, niebo i Białoruś
A obłoki w dal siną
Wędrują wód głębiną
Złotoróżowym świtem
Dąb jak stary witeź
Wśród syren rozhoworu
Przygląda się jezioru
I szumem swoim wieje
W zielonej boru czaszy
I przypomina dzieje
I trudne lat koleje
W kraju młodości naszej.
Nad wodą świtezianki
Srebrne jeziora branki
Korowód wiosny wiodą
I plotą z kwiatów wianki
Uroczych wód mieszkanki
Nad jasną cichą wodą.
Śpiewa wesoło młodość
Nad wodą, nad urodą
A lasy nad Świtezią
Tchną pięknem i poezją
I niebo lśni pogodą.
Gdzie te wody?
Gdzie te wody
pełne pogody,
co nam kiedyś jasno świeciły?
Gdzie wiek młody
i przyjaciele,
co dzielili z nami wesele,
i ten pejzaż bliski i miły?
Wszystko przeszło
jak cień i mgnienie
i odeszło
wśród burzy świata-
tylko jeszcze świeci wspomnienie,
niosąc z sobą wiosenne tchnienie,
bardziej zda się minione lata.
Tylko lasy
przedziwnej krasy
rozkwitają z nową nadzieją,
tylko dęby młodości naszej,
patrząc w jasną jeziora czaszę,
zielenieją i szumem wieją.
Wspominając lata przebyte
znów idziemy brzegiem jeziora.
Pluszcze Świteź
niebios błękitem
i rozlewa swe wody w borach.
Tylko nocą
gwiazdy migocą,
księżyc płynie
w srebrnej głębinie
i jedziemy marzeń karocą
w balladowej, pięknej krainie.
Pluszcze w borze
niebios przestworze
wilcze oczy błyszczą w gęstwinie.
Spojrzenie
W błękitnej niebios czaszy
zbudzona rośnym świtem
piękna z młodości naszej
jawi się oczom Świteź.
I wieją znów poezją
przeżycia i wspomnienia
i dęby nad Świtezią
i lasy pełne cienia.
I śni się znów nad wodą
w błękitnej niebios czaszy
miniona dawna radość
w kraju młodości naszej.
Patrzymy znów z zachwytem
jak kiedyś – za lat młodych,
na balladową Świteź,
na jasne, sine wody.
Daleko hen wyżyną
obłoki w przestrzeń płyną,
a nas wciąż los w dal niesie
w coraz to głębszą jesień.
III - W Sandomierzu
Wieczór
Wieczór różowym szalem się owinął,
od Gór Pieprzowych obłokiem popłynął.
Szemrzą daleko przez kraj fale sine,
a wiatr nad rzeką rozmawia z wikliną.
Palą się światła – kolorowe nuty.
Migają okna sandomierskiej huty.
Nokturn
Zmierzchem nasiąka
ogród i łąka
i wieje mgłą.
Liście na drzewie
w lekkim powiewie
jak światła drżą.
Z wysokiej wieży
wieczór uderzył
w księżyca gong.
Światła zabłysły
na falach Wisły
migocząc w krąg.
Od Gór Pieprzowych
poprzez parowy
skrada się noc.
Migają gwiazdy
niby pojazdy,
wśród mroku drżą.
Widok z pociągu
Minąwszy Metan, sady i ogrody
pociąg przybliża się do Gór Pieprzowych.
A oto most i pod nim Wisły wody
wśród brzegów zarośniętych wiklinowych.
Rzeka gra blaskiem i w słońcu się mieni
na kształt mozaiką grających kamieni.
Za Wisłą - w głębi pejzaż dobrze znany:
Sandomierz z mgły rzecznej się wyłania,
czerwienią swą i bielą malowany
cichy i jakby pełny zdumienia
na wzgórzach wśród zieleni rozpostarty
odsłania tysiącletnich dziejów karty.
Oto wysmukła wieża kolegiaty,
oto Collegium Gostomianum mury,
gdzie Rafał kiedyś uczył się przed laty
w skarbnicy naszej wiedzy i kultury,
a obok Dom Długosza pisze dawne
dzieje narodu burzliwe i sławne.
Dalej wieńczony koronkami swymi,
jak epos chwały grodu bohaterskiej
wznosi się panujący pięknej ziemi
wśród starych ulic Ratusz sandomierski
i Brama Opatowska, niby wieże
broniąc fragmentu murów miasta strzeże.
A od Ratusza ulica niedługa
biegnie w dół spiesząc się jakby zdyszana
patrzy na kościół świętego Jakuba
dzwoniący Męczennikom swoim z rana,
a tuż nad księstwa dawnego stolicą
Kazimierzowski Zamek ze strażnicą.
I miasto coraz to piękniej dokoła
wyłania się zdumionym moim oczom,
patrzę na wzgórza i dalekie sioła,
na panoramę tej ziemi uroczą,
która pięknieje w blasku porannego słońca.
Nad Wisłą
Wieczór jak zwid srebrzystosiwy
spowija wzgórza i doliny
zapala światła wsi.
Na wzgórzach w przestrzeń zapatrzony
w sercu tej malowniczej strony
Sandomierz gwiazdą lśni.
Toczy się poprzez czas rozbłyska
jak srebrny pas królowa Wisła
w wieczoru cichym śnie.
A wierzby niby dziwożony
trwają w rozchwianiu swym zielonym
i błądzą w nocy mgle.
A pośród tajemniczych cieni
woda się barwami mieni
błyszczy jak chłodna stal.
Z wikliną z Wisłą srebrnosiną
płyniemy jasną wód równiną
w miesięcznej baśni dal…
Wieczór w Sandomierzu
Noc przymknęła powieki
i lekko dyszy.
Szemrzy siny nurt rzeki
drążąc głąb ciszy.
Na wzgórzach pod gwiazdami
w nocy ogromie
migotem świateł mami
oczy Sandomierz.
I grają okna huty
barwną mozaiką
jak kolorowe nuty
bajką – nie bajką.
Zasypia miasto w dali
w wiślanej fali.
Zmierzch
Zielone czaty wierzb
odchodzą w letni zmierzch.
Księżyc uderzył w gong
nad rozlewiskiem łąk.
Migoce niby stal
rzeka wśród srebra fal.
Na łodzi – skryty w cień –
odpłynął letni dzień.
Spowita mgłą jak w szal
gwiazdami prószy dal.
W wieczoru letnim śnie
rzeka kołysze mnie.
Rzeka unosi nas
i szemrze w falach czas.
My i obłoki
Białe obłoki
niby wyspy śniegu
grzeją się w słońcu, w błękicie,
a my nad rzeką,
na wiślanym brzegu
patrzymy na świat i życie.
Obłoki w górze
świecą w dali sinej
a my jak krzewy na dole,
cień nam rzucają zielone wikliny
i nadwiślańskie topole.
Błogosławione lato i pogoda,
ziemia, księżyc i słońce.
Błogosławione życie
i przyroda
i dni – obłoki świecące.
Błogosławiona zieleń,
świat i uroda,
a nocą hen gwiazd tysiące.
Rynek
Chmury odeszły na spoczynek
w niebie gwiaździstosinym.
W srebrnym pierścieniu nocy Rynek
zasypia coraz to snem głębszym
z godziny na godzinę.
Śpi pod księżycem gród wiekowy
i staromiejskie kamienice
i czuwa Zamek zapatrzony
w gwiaździstą panoramę.
Biegną ulice w dół zdyszane
Do Wisły i do huty.
W dali wiślanej snem owianej
zasypia pejzaż mgłą zasnuty.
Wiosna przyszła
Wiosna przyszła tak niespodziewanie
i tak bardzo wcześnie w tym roku.
Znów zielono. Spojrzyj, Kochanie,
ile wkoło pięknych widoków.
Pod kopułą niebios błękitną
w Sandomierskiem znów sady kwitną;
toczy się w dal blaskiem rozbłysła
wierna rzeka narodu - Wisła.
A na brzegu nurtem zielonym
wierzby chwieją się - dziwożony,
różowieje od Gór Pieprzowych
w tęczy zorzy znów ranek nowy.
Słysząc nowej wiosny hejnały
poweselał w oczach świat cały.
Kwitnie znowu życie urodą,
jak słoneczna, zielona młodość.
Noc
Cisza miękka jak koc
Owija wzgórza i pola
Idziemy w letnim śnie
Jak cienie i jak zjawy
Wieczór spokojem tchnie
W poświacie błękitnawej
Leje się szumem fal
W miesięcznym blasku Wisła
Mgła otula krzewy jak szal
Świeci noc na wzgórzach rozbłysła
***
Zauroczyła nas ta ziemia
od innych bliższa
przedziwnie piękna jak poemat
nasza Ojczyzna
na wzgórzach wieków gród - Sandomierz
i w dole - Wisła
i dal zielona
woła do nas -
nasza Ojczyzna.
Kwitnące sady
W Sandomierzu i w Zawichoście
Kwitną sady majową bielą,
Jadą wozy, dudnią po moście,
Jadą goście, oczy weselą.
Radość dzwoni świętem jabłoni
Od Samborca, od Koprzywnicy,
Leci z Złotej piosenki lotem
I rozbrzmiewa po okolicy.
Radość śpiewa w drzewach i krzewach,
Pachnie ranek kwiecia i woni
Wiatr w powiewach kwietny puch zawiewa,
Kłoni się kwitnącej jabłoni.
Pod kopułą niebios błękitną
Wiosna chodzi po Bożym świecie.
Popatrz miła! Znów sady kwitną
Na cudownej naszej planecie.
Od Włostowa, od Klimontowa
Jadą goście do Sandomierza,
Śpiewa nam nasza Muza ludowa,
Serce w piersi raźniej uderza.
W Piszczelach
W malowniczym wąwozie Piszczele
spływa ze wzgórz, niby powódź, zieleń.
Płynie strumyk cieniutką swą nutką
jakby szemrząc coś wierzbom cichutko.
Zda się kołysankę im układa.
Zda się szepcze coś i opowiada.
Może to opowieść o Krępiance,
bohaterce i sandomierzance?
Może o rycerzach sławnej ziemi,
co posnęli tu cisi i niemi?
Może o tragicznych naszych dziejach,
o burzliwych historii kolejach?
Szemrze strumyk i cicho szeleści
jakby snując motyw opowieści.
Nad nim siwe wierzby dziwożony
trwają nurtem zwiewnym i zielonym
Pochylony nad strumieniem
wraz z wierzbami idę cichym drżeniem.
Patrzę jak czas rzeka Heraklita
płynie wciąż. Jak wiosna rozkwita.
Od Gór Pieprzowych
Od Gór Pieprzowych
dzień nowy
pochodnia świta
dziwię się świata urodzie
i pieśni w szare dni wplatam.
Mój wiersz jest matki mej słowa
jak uśmiech jej i spojrzenie
jak nuta pieśni ludowej
wraz z wami
jak radość dzielę
do ludzi bliskich mi niosę
i do was, o przyjaciele.
***********
W wiślanej wodzie lśni
mozaika barw i świateł,
wiatr huśta się w kołysce
drzew z wiosny aromatem.
Pachnie ojczysta ziemia
lipcowym jasnym latem
noc piękna jak poemat
lśni wstęgą gwiazd nad światem.
I chciałoby się w locie
dosięgnąć gwiazd dalekich
i usnąć w lamp migocie
odbitych w falach rzeki
Pejzaż I
W śniegu tonie
dal i Sandomierz
wieczór siny
spowił niziny
sterczą w dole
smukłe topole
czas wydzwaniaz wieży godziny
spod nóg ziemia
naprzód ucieka.
Pędzi w przestrzeń
i my i rzeka.
Z poematu: Sandomierz
Jest nad Wisłą miasto urocze,
tysiącletniej sławy Sandomierz.
Tutaj każde wzgórze i zbocze
oczom moim bliskie, znajome;
ulicami stromymi kroczę
szlakiem Żeromskiego i wspomnień.
Z wieży bije stary czasomierz,
miły pejzaż napływa do mnie.
Płynie Wisła od gór do morza,
płynie Wisła rzeka narodu,
świeci od Gór Pieprzowych zorza.
Na tych wzgórzach i wieżach stoję
i uchylam czasu podwoje.
Tutaj Długosz pisał swe dzieła,
tutaj tworzył w miejskich zaułkach
muzyk imć Mikołaj Gomułka
i legendy swe snuł Koseła,
a z nim Aleksander Patkowski
dźwigał szklane domy dla Polski.
Wieczór w Sandomierzu
Noc rozgwieżdżona
niby korona
świeci nad Sandomierzem
skrzy się rozbłysła
na dole Wisła
i błyszczą miejskie wieże.
Księżyc się toczy
w srebrnej karocy,
jadą rycerze nocy,
zbroją migocą
miesięczną nocą
i wytężają oczy…
Miasto na górze
w sinej mgły chmurze
światełka pali,
w mgle błękitnawej
drzewa jak zjawy
snują się w blasków fali.
Dzwonią podkowy
w ciszy zamkowej,
błądzą w zaułkach cienie,
rycerze w zbrojach
i król w pokojach
i znów mrok, i milczenie.
Toczy się Wisła
srebrem rozbłysła
i w dal miesięczną płynie;
w nocy ogromie
świeci Sandomierz
jak gwiazda na wyżynie.
Plotą wiślanki
za snów swych wianki
nad wodą – nad urodą
senne wikliny
na brzegu sinym
korowód cicho wiodą.
Zegar na wieży
w ciszy uderzył
z dzwonnicy swej wysokiej
wciąż niestrudzony
w przyszłość wpatrzony
odmierza czas jak kroki…
IV - Żonie
Kwiaty
Tutaj z łąk i pól kwiaty
zrywałem dla mej Naty
i niosłem jej najszersze
miłości mojej wiersze.
Kwitły nam sady wiosną
jak piękne poematy
i jesień ubierała
gaje w złociste szaty.
A chociaż przeszły lata
wśród burz dziejowych świata
wciąż jeszcze niosę kwiaty
jak niegdyś dla mej Naty.
Idziemy
Idziemy znów aleją parku uskrzydleni
rozkwitającym pięknem i pogodą
i choć przed nami już pora jesieni
witamy znowu wracającą młodość.
Znów droga pośród wzgórz się mieni
wikliny bujnie krzewią się nad wodą.
Patrz! ile blasku, czasu i zieleni!
Jak dobrze jest być z życiem i przyrodą!
Zbudzeni znowu o świcie idziemy
dziwiąc się pięknu swej ojczystej ziemi.
Rozkwita znowu drzew rzecz pospolita
i w oczach Twoich znowu miłość czytam.
Wyznanie
Chciałem ci słowa o miłości nie rzec,
lecz mnie zdradziły rozkochane oczy,
nad nami wiosna słała swój kobierzec,
a świat był taki przedziwnie uroczy.
Wysoko w polu dzwoniły skowronki
jak sygnaturki i srebrzyste dzwonki
i w trawie świerszcze na skrzypeczkach cienkich
grały swe proste, dziecinne piosenki.
Nad łąką kąpiąc się w słonecznym pyle
jak barwne kwiaty leciały motyle
i wierzby siwe nad błękitną strugą
zdały się o czymś dumać – złotą smugą.
Słońce się kładło w długim drzew szpalerze
na krzewy, trawy i wikliny świeże.
Tak urzeczeni patrzyliśmy wzajem
na siebie, to na drzewa nad ruczajem,
a wokoło trwała wiosna i przyroda
wieczyście piękna i wieczyście młoda.
W górze obłoki niby spadochrony
nad krajobrazem barwnym i zielonym
wisiały, dziwiąc się niebu i ziemi –
i szliśmy łąką w radość zapatrzeni.
Patrzę na rzekę
Patrzę na rzekę Rzeka płynie
i dalej nas unosi czas
Szemrze wciąż żywy nurt w głębinie
a nad brzegami szumi las
Patrzę na życie i mijanie
na dnie i noce w blasku gwiazd
Wszystko zabierze nam kochanie
nieubłagany srogi czas
Co nam zostanie
czy wspomnienie
i pamięć która żywi nas
Czy tylko złudy mrok i cienie
Nad nami będzie szumiał las?
Przekwitły bzy
- Przekwitły bzy i jaśminy
w wieczorne ciche godziny
i słowik więcej nie nuci.
- Nie smuć się, moja dziewczyno,
i ciesz się jasną godziną,
za rok znów wiosna powróci.
Znów będą kwitły nam sady
i odnajdziemy ślady
minionych dni i pogody.
Nie smuć się, moja dziewczyno
i ciesz się letnią godziną
niech się raduje wiek młody.
W Piszczelach
Znów jesteśmy z Natą w Piszczelach
Na łagodnej i cichej polanie.
Słońce letnie czas rozwesela
Wśród pachnących krzewów i ziela
I wychodzi na powitanie.
Obok nas akacje i trzepoty,
Stoi klonów straż kolorowa,
Czasem mignie blask słońca złoty,
Czasem obok przeleci motyl,
Czasem chmurka jasna, sierpniowa.
Czasem listek opadnie z drzewa
Jak dar lata choć o tym nie wie –
Czasem ptak w gałęziach zaśpiewa
Zaplątany w wiatru powiewach,
Zgubiony jak listek w drzewie.
Widzisz? Znowu słońce, pogoda.
Słyszysz? Bije dwunasta z wieży.
Jeszcze letnich jasnych chwil szkoda
I pięknieje świata uroda,
Jeszcze coś się i nam należy.
Życie nam nie szczędziło cierpień,
Taki widać już los pisany.
Niech więc świeci nam jasno sierpień
I z przyrody pogodę czerpie
Na słonecznym skraju polany.
Słowik
Chcąc miłość do swej ukochanej
w serdecznych trelach swych wysłowić
noc całą prawie sam bez zmiany
długo i pięknie wśród listowi
swą serenadę nucił słowik.
Siedzieli w ciszy zakochani
słuchając chwile i godziny
pociągi gdzieś dudniły w dali
i kwitły sady i jaśminy.
A słowik długo aż do rana
opiewał miłość, sad i róże
aż drżąc o niego ukochana
szepnęła cicho zatroskana
pora spać mój ty trubadurze
Strumienie
/motyw Stanisława Pagaczewskiego/
Byliśmy jak dwa strumienie,
które się spotkać musiały.
Chociaż płynęły oddzielnie
nie wiedząc o swym istnieniu.
W radosnym młodym porywie
razem złączyły swe wody
w sercu doliny
jak w zielonym sercu przyrody.
Teraz złączone na zawsze
i nic ich już nie rozdzieli
w sercu kwitnącej doliny
niosą swe wody szumiące.
Na dole i na niedole
przez lata dni i godziny
płyną dwa ludzkie strumienie
w sercu szumiącej doliny.
Woda je rzeźwi i pluszcze,
los pędzi coraz to dalej,
a rzeka życia ludzkiego
toczy szumiące swe fale.
Jakaż to piękna przemiana!
Jakaż to radość i szczęście
tak razem toczyć swe wody,
być jedną rzeką kochana;
nad piękną rzeką nad Wisłą
patrzeć na gwiazdy wieczoru
płynąć zieloną równiną
i witać ranek różowy
patrzeć jak szumią wikliny
jak sójki krążą nad wodą
wspominać dni swe przeżyte
cieszyć się świata urodą;
patrzeć jak w dali wysokiej
żeglują w przestrzeń obłoki
słuchać jak tętni w krąg życie
zbudzone rankiem o świcie
jakież to szczęście kochana.
Taka noc
Taki wieczór, że prosto chce się
wciąż wędrować naszą krainą,
jak obłoki w sinym bezkresie
razem z mgłą, z księżycem w dal płynąć.
Zakochani błądzą po parku
szeptem liści i drzew owiani,
a noc świeci srebrną latarką,
płynie jasną, miesięczną barką
i kołysze się na przystani.
A na wzgórzach w mglistej powłoce
miasto do snu już się układa,
z drzew spadają w sadach owoce,
księżyc niby złodziej się skrada.
Taki wieczór, że prosto śni się
marzyć z Tobą, z Tobą wędrować,
płynąć z falą w brzegów kołysce,
szeptać dawno znajome słowa.
Taka noc w blasku rzeźbiona
taka noc jest jak muzyka
nachyliła się, przyszła do nas
i wabi swym cichym krzykiem.
Gra nam noc na srebrzystej gitarze
i unosi nas w kraje marzeń,
świeci niby szczęścia podkowa
granatowa i balladowa.
Jesienny spacer
Rozzłociła się pani jesień
kolorowo, cudnie, bogato,
wśród ogrodów, lasów i wzniesień
połyskuje przedziwną szatą,
snuje nici babiego lata,
zwiewa liście umarłe z drzewa
i wśród piękna, urody świata
cichą pieśń przemijania nam śpiewa.
A my wśród drzew i światłocieni
w dal idziemy
w pięknie jesieni
urzeczeni poezją ziemi
serca - złote liście niesiemy.
Konwalie
Kupiłem dla mej Natalii
Mały bukiecik konwalii,
Konwalii z leśnej dąbrowy
Niosących zapach majowy.
Niech białe dzwonki jej dzwonią,
Gdy muśnie je swoją dłonią.
Niech mówią szczerze, najprościej
Jak ciche słowa miłości.
Niech po dniach życia i latach,
Radościach, smutkach i stratach
Cicho wspomnieniem jej dzwonią
I pachną leśną ustronią.
Niech wspominają o kraju
Zielonych wzgórz, pól i gajów-
Konwalie z leśnej dąbrowy
Jak dzień wiosenny, majowy.
Idziemy
Idziemy moja droga
Przez nasze dni i lata
Po cierniach i po głogach
Po stratach i po kwiatach.
Idziemy dzieląc troski
Kłopoty i cierpienia
Uśmiechy i radości
Miłość swą i wspomnienia.
Od lat młodości - wiosny
Do naszych dni jesieni
Wśród pracy trosk radości
Pod ciszą gwiazd idziemy.
Cóż że los się ściele
Na szlaku lat różami
Że łez tak było wiele
Że tyle cierni z nami?
Świat znowu się uśmiecha
I w słońcu promienieje
Znów wiosną kwitną drzewa
I ranek tchnie nadzieją.
Patrzę znowu w Twe oczy
Kochane mi i drogie
I świat jest znów uroczy
Jak wielki dom za progiem.
Wieczór
Wieczór rozpostarł dookoła
Swój płaszcz gwiaździsty.
Cicho. Pachną zioła.
Wiatr chłodzi nam powiewem czoła
skrzy nurt Wisły.
W pejzażu sinym mgłą zasnutym
Szemrzą wikliny.
A my idziemy w dal nad rzekę
W ciszę wtopieni.
Idziemy ze wzgórz – w noc daleko –
Przy szumie fal, pod drzew opieką
Dziwiąc się ziemi.
V - Córce
Pamięci Córki
Niech Ci pomnikiem wiecznym będzie
Ten mój żałobny wiersz
I niech Ci świeci jak daleka
Gwiazda w wieczornym śnie
I niech myśli nasze lecą
Jak meteory w mrok
W ciemności znów się spotykają
Jak nasz stęskniony wzrok
Jak co roku
Jak co roku wiosna rozkwita
Pisząc swój najpiękniejszy poemat
Płyną runie świeżego żyta
I po nocy znów ranek świta
Tylko nas tam wśród bliskich nie ma
Tylko nie ma tych którzy z nami
Razem szli kiedyś tymi drogami
Nad mogiłą tylko cień sowy
chwieje się rytmem długim żałosnym.
Nad Umarłą schylona Niobe -
płacze matka nad córki grobem.
Chryzantemy
Białe chryzantemy żałoby
wiozą ludzie na bliskich groby.
A my kiedyż je poniesiemy
do dalekiej - a bliskiej ziemi?
Białe chryzantemy żałoby,
pocałunek pamięci niemy.
Ty daleko, Córko… A gdzie my?
Z bólem, żalem serc i tęsknotą
Żeglujemy przez życie… Dokąd?
Przyjmij na grób te chryzantemy.
Treny
I
Spadają łzy żałoby
na bliskich naszych groby
Idziemy cisi, niemi
do tej cmentarnej ziemi.
Rośnie jak krzyk pod niebo
rozpaczające drzewo.
Wiatr krzewy gnie i łamie.
Milczy nadgrobny kamień.
II
Tyle już dni i lat
za nami, tyle krzyży-
życie wyryło ślad
kłonimy się wciąż niżej.
Aż kiedyś mróz lub szron
jak kwiaty i nas zwarzy,
zabrzmi żałobny dzwon
i cichy śpiew z cmentarzy.
Wszystko zabierze czas
smutny, nieubłagany.
Nie stanie tutaj nas
wśród bliskich i kochanych.
III
Nie wiedziałem, moja Córeczko,
że Cię kiedyś pożegnać muszę,
że Cię martwą oddamy ziemi,
co nam bólem rozdarła duszę.
Nie wiedziałem, że iść będziemy
przez dni nasze jako sieroty.
Nie wiedziałem, że tyle bólu
smutku, cierni, łez i tęsknoty.
IV
Byłaś dla nas słońca promieniem,
byłaś dla nas jasną zorzenką,
ale mrok powlókł nam życie cieniem
i iść drogą życia nielekko,
kiedy ból pierś uciska nam głazem,
smutku brzemię niesiemy razem.
V
Nie zobaczę Cię nigdy więcej,
mej jedynej, mojej kochanej.
Już pogasły oczy dziecięce,
już bezsilne opadły ręce,
w mroku dogasł wschód różany.
Dzień jak cień pędzi za cieniem,
gonię wciąż wspomnienie wspomnieniem,
trapię się w bezsilnej udręce.
Ale próżno łamiemy ręce
i żal dawne rozdziera rany.
Dogorywa dzień życia w męce,
pustką wieczną samotne ściany,
ciężka Cię nakryła mogiła,
rosa łez smutną ziemię zwilżyła.
VI
Gdzie jesteś – powiedz - najmilsza Córko,
Czy jesteś wiatru powiewem?
Czy tą po niebie płynącą chmurką,
Czy wiosny drzewem lub krzewem?
Czy dzwonisz w ranny czas sygnaturką,
Czy możeś ptaków jest śpiewem?
Gdzie jesteś - powiedz, najmilsza Córko?
Szukam Cię w mroku- i nie wiem…
VII
Stoją sosny ciemne, żałobne
jak posągi smutku nadgrobne.
Szumią cicho żałobne pieśni
o Tych, którzy od nas odeszli,
o Tych, których dziś wśród nas nie ma,
których kryje cmentarna ziemia,
nad którymi przez lata płonie
nasza pamięć- w najdalszej stronie.
VIII
Nie zobaczę Twojego grobu,
nie przypadnę do Twej mogiły,
pójdę w mrok z mą cichą żałobą
i odejdę bez tchu i siły.
Czas przysypie me ślady pyłem,
tylko nikła pamięć zostanie,
że tam byłem, że kiedyś żyłem
jak te głogi na polnym łanie.
IX
Najdroższe szczątki:
książki i zeszyty,
jedyne nasze pamiątki
i fotografie
niby cień na ścianie
to wszystko, co nam zostało.
Ach, jakże mało!...
Każde spojrzenie boli nas i rani
dawnymi wspomnieniami.
Spojrzenie
Każde spojrzenie na Twój wizerunek
bolesnym smutkiem myśli moje rani
i składam Ci mój cichy pocałunek
znów opłakując Cię gorzkimi łzami.
O moja Córko najmilsza, kochana
jakże niezagojona piecze rana…
Tęsknotą naszą wołam Cię przez lata
i nad umarłą jak jesień w ogródku
kiedy opada już listowia szata
schylam się pełen żałoby i smutku.
Coraz to niżej jak suche badyle
do ziemi Twojej i mojej się chylę
i błądzę myślami jak tułacze
wracając znów do samotnej mogiły,
każdym spojrzeniem po Twej stracie płaczę
o jasny kwiecie kochany i miły.
Nad Twoim grobem jak sosen korony
w cmentarnym smutku stoję pochylony.
Każde spojrzenie serce bólem rani.
I płynę wśród burz życia do przystani…
Fotografia /Danusi/
Jak na świętych obrazku
lecz bez aureoli
stoisz w smutku jak w blasku
a smutek ten boli.
Na Tobie welon biały
w ręku trzymasz świecę
a Bóg spogląda z chwały
na wybrane dziecię
i w ciszy smutku woła
naszego anioła:
„Pójdźże dzieweczko droga,
do mego kościoła”.
A nam łzy z oczu płyną
i przenika trwoga
i skarga
sercem targa:
Żegnaj Córko droga!
Pierwsza Komunia
Z rozpuszczonymi włosami i w bieli
z płonącą świecą, niby anioł Boży,
stoisz jak Pańscy przed tronem anieli
kiedy ich złoci ciepły płomień zorzy.
Ale na twarzy Twojej jakby smutek
czy też powaga uroczystej chwili,
jakby psalmista grał Ci smutną nutę,
choć cała jesteś podobna do lilii.
Może ten cień to - cień idącej śmierci,
co cicho przywołuje czarnego anioła.
Los zabrał Cię nam, lecz boleść została
i czas z pamięci wyrwać Cię nie zdoła.
Do kresu dni Twa postać idzie z nami
naszego życia smutnymi drogami.
Zanim odejdę
Zanim odejdę stąd
ku niewiadomym lasom,
zanim pożegnam Cię,
Umarły, drogi Cieniu –
niech ucałuję kwiat
rosnący na Twym grobie
i grudkę ziemi tej,
i proch na Twej mogile.
Niech ta rozstania łza
upadnie na tę ziemię
zanim odejdę stąd
tułaczym życia szlakiem.
Pozwól niech jeszcze raz
serdecznie Cię pożegnam,
nim mnie uniesie czas,
nim przestrzeń nas rozdzieli.
Smutna rocznica
Znów mi się zbliża smutna rocznica
Twojej śmierci, Danusiu droga…
I smutek pokrywa lica
Samotnie siedzimy w progach.
I daleko od Twej mogiły
By ją pocałunki pokryły.
Sto mil oddaleni od siebie
Wciąż wracamy do Ciebie myślami
Do tych chwil na Twoim pogrzebie
Wciąż myślimy smutni ze łzami
Pochyleni nad Twoim grobem
Jak milcząca w żałości Niobe.
*********************
Matka mówiła: Słoneczko.
Ojciec jej mówił: Zorzeńko..
Czy wiesz i czujesz, Córeczko,
Jak Twym rodzicom jest ciężko?
Ile łez smutnych wylali
I ile przeszli rozpaczy?
Czy wiesz i czujesz, kochana,
Jak bardzo boli serc rana,
Jak gorzki jest los tułaczy?
******
Nasza umarła córka
gdzieś chodzi
w rajskim ogrodzie
lub leci jak lekka chmurka
w różanej zorzy zachodzie
a może jak sygnaturka
dzwoni z wieżyczki wysoka
a może hen na pagórkach
skrzydła przypina obłokom?
Może jest trawą zieloną
może szumiącym modrzewiem
kłosem na polu
lub brzozą?
Może jest tuż obok...?
Nie wiem.
Śmierć przyszła
Śmierć przyszła na kształt gromu
do naszego domu
żałobę rozpostarła.
Leżała jak anieli
w trumnie smutnej bieli
Córka umarła.
Noc bezgwiezdna
jak otchłań ciemna – rozpacz bez dna
nakryła świat dokoła.
I dusza uleciała
niby obłok z ciała
Bóg zabrał nam anioła.
Lecz próżno wołam
próżno łowiąc lot jej płaczę
zaklinam losy
by nam wróciły
obraz szczęścia jasny
milczą niebiosa.
Spadają łzy
wiatr szumi na dworze
i wionie chłodną mogiłą
a pamięć tamtej nocy zapomnieć nie może.
Wciąż z nową siłą
powraca obraz śmierci najsmutniejszy w życiu
Duchu świetlany
Duchu świetlany
Córki ukochanej
miej nas w opiece swojej i obronie
jak Anioł Stróż nad nami rodzicami
błogosławiące dziecięce wznieś dłonie.
Bądź z nami
w troskach życia i w chorobie
myśli nasze zwracamy ku Tobie
zda się zgubieni
w czasie i przestrzeni
w bólu żałobie
na tym ziemskim globie
albo przy grobie
smutno pochyleni
na kształt tych krzewów cmentarnych
jakie kołyszą się szumem i ciszą
samotni i dalecy rozłączeni.
A gdy nas kiedyś wezwie Bóg do siebie
Ojciec i Sędzia miłościwy w niebie
zwróć ku nam jasne dziecięce swe lico
i wyjdź naprzeciw
jak ranek co świeci
by ręce podać stęsknionym rodzicom.
Duchu świetlany
Córki ukochanej
módl się za nami do Pana i Boga.
Przyjdź do nas we śnie
gdy smutek i trwoga
niech się rozjaśni mrok i życia droga.
Nad grobem Córki
Na mojej Córki mogile
usiadły białe motyle,
gdy stałem smutny, żałosny;
w porannej jasnej godzinie
ptaki ćwierkały w krzewinie,
kłoniły się szumem sosny.
Z błękitnej niebios powały
promienie słońca spadały
i białe płynęły chmurki –
i stałem smutny, w żałobie
jak krzew wyrosły przy grobie,
schylony nad cieniem Córki.
Ukryty wśród bzów listowi
majową pieśń nucił słowik
oddany swej pieśni cały,
a z moich oczu jak rosy
na nasze życie i losy
gorzkie łzy bólu spadały…
Kanarek (pamięci Córki)
Mały kanarek w klatce
śpiewał przez dni i lata,
był ulubieńcem domu
wesoły i szczęśliwy.
Rozlegał się śpiew jego
codziennie po komnatach,
radośnie biło małe
serduszko śpiewające.
Aż raz na zawsze zamilkł
i nie śpiewał więcej,
umarła w nim piosenka,
umilkło małe serce.
Na próżno go jutrzenka
budziła swoim blaskiem
i za oknami drzewa
kwitły pachnące latem.
Pogasła radość w domu,
biedne leżało ciało -
Jednej piosenki małej
zabrakło i nie stało.
Kwiat pamięci
Kwiaty pamięci składam Ci na grobie,
na zapomnianej, samotnej mogile
jak pielgrzym z dala przybyły w dróg pyle
ze smutkiem w twarzy, w bólu i żałobie.
Gdziekolwiek jestem w każdej życia dobie
pamięcią gonię dawne życia chwile
i chociaż gorzkich łez wylałem tyle
wciąż jeszcze biegnę myślami ku Tobie.
Wciąż gonię za tym drogim bliskim cieniem
ścigając Cię bolesnych lat wspomnieniem
nad Twoim grobem jak krzew czoła chylę.
A wiatr z mych oczu jak deszcz strząsa rosę
i płynie szept w sznurze żałobnych sosen
choć gorzkich smutnych lat minęło tyle.
VI - Nim zgasną gwiazdy
Co zostanie?
Co zostanie po nas po latach,
kiedy nas już tutaj nie stanie?
Nasze myśli, czyny i praca,
i niezłomne narodu trwanie.
Pozostanie piękna i żyzna
mowa nasza – mowa stuleci,
pozostanie wieków spuścizna,
sad kwitnący i uśmiech dzieci.
Gdziekolwiek
Gdziekolwiek rzuci nas
naszego życia los -
przez przestrzeń i przez czas
zawsze zawoła nas
szczerej przyjaźni głos
i pamięć szkolnych lat,
przeżytych wspólnie dni
jak długi wspomnień ślad
pomimo trosk i strat
będzie za nami iść.
Widziałem
Widziałem pogrzeb dziś,
Za trumną ludzie szli.
Szumiał zielony park,
Świeciły jasne dni,
Widziałem ludzki ból,
Widziałem łzy i mrok.
Na życia jasny dzień
Z chmur zda się upadł mrok.
Ktoś odszedł, umarł ktoś
Kto wśród nas żył i był.
Opadły płatki róż
Na szary drogi pył.
Spadały z oczu łzy
W pogodny, jasny dzień.
Ludzie za trumną szli,
Odchodząc w mrok i sen.
Gdzie dziś te lata
Gdzie dziś te lata młodzieńcze, zielone?
Wśród burzy świata minęły, przewiały.
Wiatr rozwiał nas, w daleką uniósł stronę
Po bólach, stratach - jeno łzy zostały
I te wspomnienia, jakie idą z nami
Przez dni i noce, radość i zwątpienie.
Znów ziarno wschodzi nad pól ugorami
A życia blaski przeplatają cienie.
Wciąż Świteź świeci wiosennym błękitem,
Wciąż Serwecz toczy do Niemna swe wody
Kosiarze idą jak przed laty świtem
I pieśni śpiewa, jak ongiś, wiek młody.
Tylko nam czas pochylił niżej głowy
Tylko nie ma nas wśród tej dąbrowy.
Nasz drogi kraj
O mowo polska, ojczyzno najbliższa,
Mowo pokoleń, ludu i stuleci
Od lotu orłów wspanialsza i chyższa
Tyś chlebem wszystkich i piosenką dzieci,
Tyś szumem pól i morza wiecznym głosem
I najpiękniejszym narodu eposem.
Tak krótko
Tak krótko wiosna trwa.
Tak krótko szczęście trwa.
Co nam zostało dziś
Po dawnych życia dniach?
Gdzieś na dnie w piersi żal,
A w oczach smutku łza.
Tak krótko wiosna trwa,
Tak krótko szczęście trwa
Jesień odchodzi
Jesień odchodzi ze spokojem
Rzucając wkoło blaski swoje
Na lasy i ogrody.
Wśród świerków mroku i zieleni
Mieni się cudnie i złocieni,
Choć ciągną za nią chłody.
Jeszcze się pięknem kwiatów jarzy
I budzi uśmiech w ludzkiej twarzy.
Jeszcze się wkoło pali
Zanim opadnie poszarzeje
Nim liście zerwie i rozwieje
I odda chłodnej dali.
Tak życie ludzkie na jesieni
Choć często pełne smutku cieni
Rozjaśnia dni pogoda
A pamięć ludzka i wspomnienia
Czas odchodzący opromienia i szepce:
Jaka szkoda…
-----
Kto się z poezją zrósł,
nigdy jej nie opuści,
związany z nią węzłami
na dobre i na złe
i mimo burz dziejowych
zostanie wierny jej,
kto się z poezją zrósł
jak kłosy i jak drzewa.
Wieczór
Droga wśród pól znajoma
biegnie w ramionach wierzb.
Zaplątał się nam w klonach
liliowoszary zmierzch.
Nad ciszą wsi i łanów,
na zgiełk tutejszych miast
z przestworza oceanu
sypią się iskry gwiazd.
Wieczór nam czoła chłodzi
i wonią kwiatów drży.
Śpiewają pieśni młodzi
rojąc o szczęściu sny.
Księżyc w srebrzystej łodzi
wstaje z powodzi mgły.
Niewidomy
Otoczyła go noc
ciemna długa
i tak trwa przez dni i przez lata
wyciągnięta ręka i laska
szuka drogi
na drogach świata.
Piękno blasku
cudowna księga
życia i przyrody dokoła –
a on idzie
i drogi szuka
i noc dalej trwa w oczodołach.
Poezja
Poezja to blask słowa
i źródło bogate,
to rozmowa moja z tobą,
z sobą i światem.
W niej znajdują odbicie
świat i marzenia,
nasze życie,
pragnienie nasze,
sny, dążenia.
W blasku słowa
powstaje rzeczywistość
--------
Nim snu powrósła
zwiążą powieki
śnij mi się, śnij
młodości czasie
na falach rzeki.
Niech we wspomnieniach
ożyje młodość
niewinnych lat.
Niech zajaśnieje
życia urodą
młodości świat.
Pada śnieg
Pada śnieg niby białe motyle
na równiny, pola i brzeg.
Stań przy oknie.
popatrz przez chwilę,
spójrz jak pada na ziemię śnieg,
spójrz jak droga niknie w zamieci,
baśniowieje zimowy sad
i dźwięk sanek w mglistą dal leci
zostawiając na drodze ślad.
Pada śnieg w białej ciszy zimowej
tam, gdzie szliśmy wśród pól i wsi,
dzwonią lodu srebrne okowy
i wesoło głos echa brzmi.
Wraca znów, przywołana z oddali,
młodość naszych minionych lat,
w białych puszystych śniegów fali
biegnie znowu zimowy ślad.
Kwiaty
Palą się kwiatów blaski i płomienie
w ogrodzie, który tchnie obłokiem woni.
Kołyszą się dokoła kwiatów cienie
i ptak w zaroślach zagubiony dzwoni.
Dotykasz kwiatów i wydaje ci się
jak gdybyś dotknął czyjejś bliskiej dłoni,
a w każdym z nich poezja wiosny skrzy się
zaklęta w cichej ogrodu ustroni.
Dotykasz kwiatu i szukasz wspomnienia,
jakie się pali w jasnych jego blaskach;
każde dotknięcie jest jak dźwięk
i jak spojrzenie i pieszczoty łaska,
I trwa poezja w barwach i w ogrodzie.
Natenczas barwy znikające w mroku
szarzejąc zda się pośród ciszy nocnej
i tylko szemrze dzwonniej szmer potoku,
i kwiaty pachną coraz mocniej, mocniej
chociaż zniknęły z naszego widoku.
Poezja dalej trwa w naszym ogrodzie.
Poezja
Poezja to nie błysk magnezji
i gleba pusta i jałowa,
poezja – to promieniotwórczość,
to twórczość i drążenie słowa.
Z mozołem słów dobywasz rudy -
jak pisał kiedyś Majakowski -
a z nich jedynie
gram poezji,
gram myśli, pieśni swej i troski.
Co dzień na nowo
drążysz słowo
jak górnik węgiel albo rudę -
i tak przez dni,
i tak przez lata
zdobywasz je mozolnym trudem.
Niełatwo
Niełatwo mówić słowa
pięknie i najprościej
o sprawach naszych zwykłych,
życiu i miłości.
Niełatwo w czyny wcielać myśli i marzenia
i śnić o nowych celach,
rzeczywistość zmieniać.
Poranek mglisty
Mgła jak mleko rozlana po łąkach,
na równinach, na nizinach, nad rzeką.
Snuje się dzień na kształt pająka
i zapada w chmurach daleko.
Dzień wysoko skryty w obłoku
drzemie cień rzucając na ziemię
drzew kontury
wiszą ranku objęte ciszą.
Tylko siny, mętny nurt Wisły
budzi ranek chłodny i mglisty.
Jesień szara
owiewa nasz kraj ojczysty.
Gwiazdy
Jak klejnoty na ciemnym nieba aksamicie
błyszczą daleko gwiazdy – siostry naszej Ziemi
i pytam: Czy jest gdzieś na planetach życie
czy są żywe istoty w kosmicznej przestrzeni?
Czy może jest gdzieś inny świat bez grozy wojen
bez bomb i nienawiści, bez wstrząsów epoki
gdzie serca ludzkie dyszą szczęściem i spokojem
tam gdzieś w przestrzeni gwiezdnej – pięknej i wysokiej?
Lecz próżno pytam, próżno zwracam swoje oczy
i czekam odpowiedzi.
Ziemia pędzi w przestrzeń, milczą w mroku światy
nurt dziejów się toczy,
a matki opłakują wciąż swych dzieci stratę.
Nie milkną działa, niebo prują samoloty,
niosąc śmierć i zniszczenie, ruiny i zgliszcza,
wciąż niebo łuną płonie i bomb słychać grzmoty,
Człowiek człowieka nęka, gubi i wyniszcza .
Trwa dalej pochód wojen, pochód ludów krwawy.
Wieczór
Las pochylił się w głębokim szumie.
W trawie pękiem kluczy dzwoni strumień.
W ciemnym tłumie wydeptując ścieżkę
zmierzch zielony, umajony szepcze.
Wieczór skrada się w ciemności lisem,
las przepływa szumem i kołysem.
Szemrze strumień niosąc swoje wody
tak jak kiedyś w wieku naszym młodym.
Z żywej krynicy mowy
Z żywej krynicy mowy
czerpiemy skarby słowa.
Pięknem i blaskiem swoim
poi nas pieśń ludowa.
Kapela rozwesela,
gra nuta Kolbergowa.
Jakże jest wielkim skarbem
ojczysta nasza mowa!
Może kiedyś
Może kiedyś jeszcze zawitam
do tych miejsc, gdzie byłem przed laty,
schylę się nad kłosami żyta,
będę wdychał łąk aromaty.
Pójdę ciszą w brzozowym lasku
potem drogą, wzgórzem, jesienią,
aby chłonąć świat pełen blasku,
aby dyszeć pięknem i ziemią.
Może kiedyś jeszcze tam wrócę
jak ten pielgrzym pokryty pyłem
i tułaczą piosnkę zanucę
w kraju, gdzie byłem i żyłem.
Nad wodą
Nad jasną wielką wodą
wodą wiślaną
śpiewa wesoło młodość
w wiosenne rano
nie zna łez ani trwogi
i o tym nie wie
jak trudne życia drogi,
że ból jest w śpiewie
Opadają liście
Opadają liście na kształt płomieni
paląc się niby iskry w złocie jesieni.
Płoną lasy złoto-czerwone
smutne, że im gasnąć sądzono.
Lecą liście z topól i klonów
przy żałobnym odgłosie dzwonów.
Tylko czas zrywa wciąż nowe kartki
pędzi w dal wciąż nurt życia wartki.
Jesień w drzewach, w parkach i lasach
w bólu przemijania dogasa.
Na umarłych krzyże i groby
chylą się chryzantemy żałoby.
Za oknami
Za oknami wśród pól i wzniesień
pali się, jak pochodnia dni, jesień.
Pali się najpiękniej, najzłociściej
kolorowym płomieniem – liściem.
Pali się drżąca w wiatru powiewach
moja jesień zgubiona w drzewach.
Tylko chłodną wieje zadumą.
Coraz ciszej liście mi szumią.
Coraz dalej mój czas odchodzi.
Świeca
Dopala się już świeca,
niedługo zgaśnie.
Chciałaby świecić jeszcze
i płonąć jaśniej.
Lecz cóż? Dobiega kresu
życie i płomień.
Może ktoś wspomni o nas
na szlakach wspomnień?
Zagubione szczęście
Zagubiło się szczęście, zabłąkane w borze,
szuka drogi i drogi swej znaleźć nie może.
Więc błądzi tak i woła, a echo za echem
biegnie w gąszczu zdyszane z trwogą i pośpiechem.
Może drogę odnajdzie? Może wśród gęstwiny
wiodą go leszczyny i kalin ścieżyny?
Nie wie i tak wciąż błądzi - i drogi swej szuka
a ptaszyny szczebiocą, a kukułka kuka.
Zasłuchało się szczęście w kukaniu i śpiewie,
zakrążyło się w wiatru zielonym powiewie.
Zapłakało nad dolą w leszczynach i bukach
i poszło dalej drogi i ścieżki swej szukać.
Jesienne strofy
Odleciały klucze żurawi
zamykając jasne drzwi lata.
Jesień lasy złoci i rdzawi
i zadumą pejzaż przeplata,
liliowieją na wzgórzach wrzosy
dzwoniąc rankiem dzwonkami rosy.
Płoną jasno w południa złocie
jarzębiny w krasnych koralach
i pod lasem krzewy paproci
grzeją się w słońca łagodnych falach.
Brzoza, strojąc się w nowe szaty,
sypie złotych liści dukaty.
Tak nam ściele, rzuca pod nogi,
gdy idziemy wraz pod drzew cieniem
jak by chciała nam wszystkie drogi
usłać jasnym swoim spojrzeniem,
zanim ciepło zmrozi chłód zimy
i przykryje śniegiem gęstwiny.
Ale jeszcze świeci pogoda,
jeszcze kwiaty palą się jasno,
jeszcze cieszy świata uroda
zanim barwy jesieni zgasną,
zanim sami, cisi i niemi
odejdziemy z blaskiem tej ziemi.
Białe pola
Białe pola białe równiny
W dali dzwonią ranne godziny
Cisza biała śnieg rozesłała
Bór się bieli jak biała skała
Białe konie po drodze jadą
Wiozą białą zimową radość
W białej głuszy śnieg prószy bielą
Pola śpią pod białą tonią
Dzwoni biała radość zimowa
Po dolinach wzgórzach parowach
W białej czapie mróz lodowaty
Rzeźbi białe zimowe kwiaty
Białe echa dzwonkami dzwonią
A wiatr skrzydła przypina koniom
Źródło
Wciąż ożywcze i czyste źródło
bije z ziemi i zdrojem tryska,
niesie wodą swą ochłodę
i w zieleni blaskiem swym błyska.
A ze źródła wyrasta strumień
sącząc się wśród leśnej ustroni,
po kamieniach skacze w poszumie,
pękiem kluczy srebrzystych dzwoni,
poi trawy, krzewy i drzewa
i miesięczną dalą polśniewa.
Tak i pieśni żywa krynica
poi dzieje i pokolenia,
i czaruje je i zachwyca
karmiąc czystym zdrojem natchnienia;
tak z poezji ludu i mowy,
z życia, z pieśni-muzy ludowej,
z sercu bliskiej ojczystej ziemi
moc i piękno, i blask czerpiemy.
Płynie czyste, ożywcze źródło,
bije z ziemi i nie wysycha.
Płyniemy
Płyniemy po burzliwych falach morza
wśród koralowych wysp i kontynentów,
witamy nocy gwiaździste przestworza
i w dali cienie statków i okrętów.
Pod palącymi promieniami słońca,
pod błękitami i wśród wichrów burzy
niesie nas fala mórz wiecznie szumiąca
coraz to dalej – do nowych podróży.
Słuchając serca swych uderzeń stale
nad nieobjętą, daleką równiną
płyniemy wciąż wytrwale, coraz dalej,
bo los nasz coraz dalej – naprzód płynąć.
Mijanie
Nie obejrzałem się
a minął jeden dzień.
Przebiegły wiosny dni
wśród złotych słońca lśnień.
Jak szybko płynie czas
znów minął jeden dzień,
szum fal unosi nas
i zachód w mroku zgasł.
Znów jesień czeka nas
po pięknych letnich dniach.
Noc lśni tysiącem gwiazd
ziemię nakryła mgła.
Jak szybko mija czas
jak krótko życie trwa.
Za rok lub kilka chwil
może nie będzie nas.
Zieleń
Zieleń ma tyle odmian i wcieleń,
takie barw i odcieni bogactwo,
ale najpiękniejsza jest zieleń
gdy rozśpiewa ja leśne ptactwo.
Kiedy szumem drzew i natury
cały las dyszy, kwitnie i śpiewa.
Zieleń wisi jak niskie chmury
zawieszona w krzewach i drzewach.
Tętnią wiosny ożywcze soki
i musuje napój cienisty
a przez liści gęste obłoki
świeci błękit jasny i czysty.
Kocham szum drzew jak lot wysoki
kocham piękno ziemi ojczystej.
Sad
Rozkołysał wiatr
nasz kwitnący sad
znowu biały kwiat jabłoni
do stóp naszych spadł.
Tyle dni i lat
jak idziemy w świat
serce z sercem a dłoń w dłoni
znacząc życia ślad.
Wiśni nowej rad
znów rozkwita sad
znowu dzwoni ptak w ustroni
spada biały kwiat.
Jesienią
Jesienią dyszy park
i szumi liści złotem.
Spadają słowa z warg
z powolnym liści lotem.
Na cudny koncert burz
znów jesień nas zaprasza.
Zadumą dyszy park
i chwilą życia naszą.
Purpurą płonie klon
wśród blasku zachwycenia.
Cicho wieczorny dzwon
niesie umarłych pienia.
Ktoś umarł, odszedł w dal
i świty coraz mgławsze.
Za chwilę z drzewa wiatr
oderwie nas na zawsze…
Nie wiedziałem
Nie wiedziałem, że w życiu tyle
jest przykrości i niepowodzeń,
że tak krótkie są jasne chwile
tyle cierni bywa na drodze.
Nie sądziłem i nie myślałem,
że się wszystko wniwecz przemieni
i ból będzie naszym udziałem,
i nie zdejmie nikt naszych cieni.
Przyjdzie czas tragiczny i ciężki
i upadnie twardym brzmieniem.
Nie zabierze nikt naszej klęski,
nie zlituje się nad cierpieniem,
a to wszystko, co kiedyś było,
pozostanie gorzkim wspomnieniem.
Chwile
Po długiej zimie znów witamy
wiosennych chwil łaskawe słońce.
Znów w parku kwitną nam kasztany
i bzy jak serca miłujące.
I dobrze jest czuć życie nowe,
cieszyć się światłem i pogodą
i witać dobrych ludzi słowem,
i sławić wieczną życia młodość.
Dobrze jest łowić piękną chwilę,
chwile poezji i wytchnienia
zanim ulecą jak motyle
w dolinę cienia i milczenia.
Patrzę na życie
Patrzę na życie i mijanie,
na powrót wiosny i drzew trwanie
i na urodę świata
i przypominam sobie znowu
wesoły kiedyś dni korowód
zielone nasze lata.
I idę znów rozradowany
przez wzgórza leśne i polany
wspomnienia dawne niosę.
Staję pod dębem jak przed laty
i muskam tchnieniem leśne kwiaty
idę pod cieniem sosen.
Wieczór
Wieczór nam niesie
cień i ochłodę
po dnia upale.
Zmierzchem owiane
dyszą drzew ciszą
zmęczone fale.
Wracają ludzie
po żniwnym trudzie
aby odpocząć
i śnią o szczęściu
o wielkiej złudzie
pachnącą mocą.
Dokąd?
Dokąd odchodzą zmarli
samotni, cisi, niemi?
Do jakich zórz nieznanych,
jakiej nieznanej ziemi?
Dokąd nas wiedziesz, trudna
ludzkiego życia drogo?
W jaką krainę cieni?
Donikąd? Do nikogo?
Droga
W płonący zachód rozzłocony
Idę jak pątnik pól zdrożony
Idę po ziemi mej ku zorzom
Ku lasom sinym i przestworzom
I żegnam z żalem czas miniony
Doliny drzewa i wzgórz skłony
A czoło swe w pokorze chylę
Na piękno świata zapatrzony
I jak cień niknę i odchodzę
Ku niewiadomej życia drodze
********
Później czy wcześniej
sen nasz się prześni
i dni przeminą.
Lecz póki tli się w sercu moc żywa
niechaj brzmią pieśni.
Pewnego dnia
Pewnego dnia
zabraknie nas
wśród ulic i wśród ludzi.
Odejdzie dzień, odejdzie czas
i nikt nas już nie zbudzi.
Odejdzie świt i noc wśród gwiazd
i ziemia się przetoczy.
Pewnego dnia zabraknie nas
i mrok nakryje oczy.
Nie odnajdę
Nie odnajdę już tamtej wiosny
ani domu naszej młodości
ani tamtej złotej jesieni
ani starej szumiącej sosny
ani bliskich mych i przyjaciół
którzy już na zawsze odeszli
ani dawnych naszych uśmiechów
zapomnianych wierszy i pieśni
ani śladów naszych na drogach
przed dziesięciu i więcej laty
ani kwiatów które uwiędły
i oddały nam aromaty.
Dobrze jest żyć
Dobrze jest żyć
i ranem
słoneczną drogą iść,
radością i nadzieją
witać wschodzące dni.
Dobrze jest sadzić sad,
śnić o tym, co dalekie,
zostawiać nowy ślad,
śmiać się i być człowiekiem.
Uroda świata
Wciąż cieszę się urodą świata
choć mi zostało
już tak mało
choć czasem brzemię trosk przygniata
i słabnie z każdym rokiem ciało.
Lecz myśl skrzydlata
jeszcze rwie się
do dawnych wzlotów i uniesień
poezja mi umila życie
w powszednim moim szarym bycie.
Wracam do Staffa i Leśmiana
budzę się znowu w brzasku rana.
Urodą świata urzeczony
z nadzieją patrzę znów o świcie,
patrzę na dni i na lat plony,
jak wschodzi zawsze siew zielony
jak ziemia budzi się w rozkwicie
jak słońce świeci kwitną drzewa
jak młodość życia pieśni śpiewa
i przypomina dni i lata.
I cieszę się urodą świata.
W zieleni drzew
W zieleni drzew jak pod namiotem
przy drodze odpoczywam.
Białe obłoki płyną lotem
gołębi po bezkresie.
W lipcowym słońcu o deszcz prosi
spragniona rosy niwa.
A w dole rzeka swoje fale
ku dniom przyszłości niesie.
Lato lipcowe jak Światowid
wśród pól i ścieżek chodzi.
Drogami życia- jak my kiedyś-
z nadzieją idą młodzi.
Umarłym smutno biją dzwony,
nowe się życie rodzi.
O zachodzie
Czasza jeziora
nalana błękitem
świeci wśród boru
a na dnie brzegi
i lasy odbite
w ciszy wieczoru.
Kąpią się zorze
gubiąc blask w jeziorze,
płyną obłoki.
I chłoną
błękit i piękno zielone
spokój głęboki.
Patrzę na wody
na urok przyrody
niebo i lasy
i przypominam
odbite w głębinach
minione czasy.
I łowię chwile
wieczorne cienie
i zórz przepychy
w słonecznym pyle
grające wspomnienie
w zadumie cichej.
Wszystko minęło
jak sen i jak mgnienie –
tylko wciąż trwają
dęby – olbrzymy
w ziemi swej rodzimej
w młodości kraju.
I my z zachwytem,
jakby urzeczeni,
życia urodą
i z nami Świteź
rozlana w przestrzeni
dyszy pogodą.
Do losu
Nigdy nie byłeś mi łaskawy
Czegoż mam teraz żądać więcej
Bliskich i chleba łyżki strawy
Poezji - wszystko jak w piosence.
I jeszcze zdrowia bym mógł przeżyć
Do kresu drogi moje lata
Nim mi Atropos czas odmierzy
I weźmie z sobą z tego świata.
Niewiele żądam. Widzisz losie
Ani bogactwa ni zaszczytów
A jutro zbudź mi zorzę w rosie
I pokaż ziemię w blasku świtu.
Niech się napatrzę na nią znowu
W tęczy miłości i zachwytu.
„Doliną”
Szli młodzi zieloną doliną
majową, kwitnącą godziną.
Śpiewali piosenki wesoło,
a blask opromieniał ich czoło.
I niosło się echo daleko
do ludzkich osiedli nad rzeką.
Las pieśni powtarzał i góry
patrzące szczytami pod chmury.
Szli młodzi i pieśni śpiewali
Aż z oczu znikali mi w dali.
I tylko tam głosy ich płyną
Zieloną, cienistą doliną.
Z dni nowych pogodnych nadzieją,
Ojczyste pejzaże pięknieją.
Trwa wiosna dokoła w rozkwicie,
Uśmiecha się młodość i życie.
Wśród grobów
Wśród grobów chodzę
żywy wśród umarłych.
Czytam napisy,
schylam się nad krzyżami,
wśród grobów chodzę
cichymi krokami.
Chodzę po ziemi
i oglądam wiosnę -
aż sam tu kiedyś
jak krzew w ziemię wrosnę,
w tej ziemi miłej
znajdę cień i łoże,
w ciszy mogiły
głowę swoją złożę.
I nie ujrzycie
mnie już nigdy więcej.
I przebrzmi nuta - życie
jak w piosence.
Kiedyś
Kiedyś nadejdzie dzień
Ostatni życia dzień
Śmierć cicho wejdzie w sień
Odemknie domu drzwi
A jeśli zamkniesz je
Zawoła: Otwórz mi…
Kiedyś nadejdzie dzień
W którym nie stanie nas
I będzie szumiał nam
Las i idący czas.
Piersi przywali głaz-
Nie stanie w żywych nas.
Na schyłku lata
Na schyłku lata i progu jesieni
Idziemy w ciszy wśród pól zamyśleni.
Idziemy drogą w zachód rozzłocony
Skąd niosą się na „Anioł Pański” dzwony.
Idziemy zorzy jasnością owiani
Do wzgórz dalekich niby do przystani.
A dookoła zmierzch błękitnoszary
Zapuszcza lekkie, siwe swe kotary.
Zmierzch wieje do nas od łąk tchnienie chłodu
I coraz bliżej i nam do zachodu.
Coraz to dalej biegnie życia droga
I coraz głębiej odczuwamy Boga
Co mówi do nas w wielkiej serca ciszy
I w cieniu drzew wieczornych szeptem dyszy.
A w drodze różnych przygód wiele.
Niepogoda
Pogasły znów błękity
i niebo pociemniało.
Zniknęły we mgle szczyty
pod ciemnych chmur powałą.
Wiatr szumi, sieka deszczem
i gna strzeliste smreki,
co drżą wstrząsane deszczem
nad ciemnym nurtem rzeki.
Coraz to bliżej
Coraz to bliżej do przystani
I do drugiego brzegu
Szumem fal rzeki kołysani
To znów burzami losu gnani
Płyniemy do noclegu
Mgła zmierzchu jak sieć srebrnosina
Zasnuwa lat pejzaże
I noc zapada na wyżynach
I snu nadciąga już kraina
Gubią się w mroku twarze
A w mroku wstają cienie krzyży
Czas nagli nas wciąż w biegu
I lata biegną coraz chyżej
Coraz to bliżej coraz bliżej
Już do drugiego brzegu.
Chryzantemy
Pada śnieg jak białe chryzantemy,
Na cmentarne aleje i groby.
A my cisi, po śniegu idziemy
pełni myśli, bólu i żałoby.
Świat umarłych samotny i wierny
Patrzy smutny na kwiatów ozdoby,
Świecą migotliwym blaskiem znicze
Przed kamiennych pomników obliczem.
Pada śnieg jak białe chryzantemy.
Odchodzimy do umarłych cieni.
*****
W obłokach bieli drzemie las
w zimowej głębokiej ciszy,
drzemie w sukmanie śnieżnych szat
i snem spokojnym dyszy.
I czeka na wiosenny czas,
gdy ciepły wiatr powieje,
kiedy się ocknie pośród zasp
i znów zazielenieje.
Wytrysną świeże pąki drzew,
zbudzi się znowu życie –
i będzie brzmiało w gęstwie drzew
w różano – złotym świcie.
I czeka las o wiośnie śni
jak w obumarłej głuszy,
bo wrócą znów słoneczne dni…
A śnieg wciąż prószy, prószy.
*****
Słońce przesiewa złote smugi
przez pochylone drzewa,
od lipy kładzie się cień długi
i szumem nas owiewa.
Niebo dalekie niby morze
dyszy spokojem ranka,
a tutaj szumi las i zboże,
i pachnie macierzanka.
Nie smuć się
Nie smuć się po co zaraz łzy?
Nadejdzie dzień, rozwieje mgły
Odpłyną cienie, chmury w dal,
Ucieknie smutek, ból i żal.
Po ciężkich i po trudnych dniach,
Po snach, niedoli i po łzach,
Radość rozjaśni życie znów,
Nie znane kwitną pęki bzów.
Nie smuć się. Nie trzeba łez.
Wszystkiemu w życiu przyjdzie kres.
Chory
Chory znów leżę na tapczanie
i patrzę smutno w okno
blask słońca igra znów na ścianie
i widzę niby na ekranie
dal nieba i samotność.
Za oknem zieleń się kołysze
białe obłoki płyną
jaskółki prując letnią ciszę
śmigają ku wyżynom.
Ulica szumi pojazdami
przelewa się jak rzeka
nie umilkając zda się prawie
a ja w śnie półśnie i na jawie
słońca i zdrowia czekam.
Drzemię i znów otwieram oczy
i znowu widzę błękit
zieleń do oczu mi się tłoczy
ogrodów sadów pąki.
Śmierć znów pochyla się nade mną
i blaski słońca gasną.
Zapadam niby w otchłań w ciemność
ale otwieram oczy
pragnę choć jeszcze jeden raz
pochwycić moc tajemną.
Strofy jesieni
Klucze żurawi
zamknęły drzwi lata,
jesień się rdzawi
i dni nam przeplata.
Mieni się cudnie
kolorowa szata,
jasne popołudnie
wieczne piękno świata.
Idziemy urzeczeni
wśród przestrzeni
dziwiąc się ziemi,
niebu i jesieni.
Niesiemy serca
niby liście złote,
splatając razem
miłość i tęsknotę.
I spadamy
z drzew życia jak liście,
które wiatr zwiewa złociste.
Los nas w dal niesie
przez czas i przez jesień.
Klucze żurawi
zniknęły w bezkresie.
Zima
W baśniowym świecie zimy
stoimy i patrzymy.
Pięknieją wzgórza, pola,
drogi nasz kraj rodzinny.
Snują się w chat okolach
biało – błękitne dymy.
Na horyzoncie w dali
sinieją gór olbrzymy.
Dzwonią dzwoneczki zimy
w puszystych śniegów fali.
Daleki zachód złota
pochodnię zorzy pali.
Z zadumą i tęsknotą
w śnieżną dal patrzymy.
Cisza
Cisza niby koc
ściele się dokoła.
Jasna cicha noc
w dal siwą nas woła.
Śpią owiane mgłą
doliny i sioła.
Łąki wonią tchną,
chłód nam rzeźwi czoła.
Pod namiotem chmur
wieczór lekko dyszy.
Śpią olbrzymy gór
zasłuchane w ciszy.
Wspomnienie
Dawno już przeszły szkolne lata,
Troski, radości i zabawy;
Minęła młodość w burzach świata,
Nasz los i chleb nasz niełaskawy.
Lecz dotąd pamięć jak skrzydlata
Wraca do lat ze szkolnej ławy
Wraca po burzach i po stratach
Jak fale z dali morza mgławej…
Wracają we wspomnieniach naszych
Koledzy i Nauczyciele,
Dawno zapomniane czasy.
I iskry tlą się znów w popiele –
Wiążą się myśli jak ogniwa,
I przeszłość wstaje niby żywa.
Co nam zostało?
Co nam zostało z tamtych lat?
Jeno wspomnienia
Jeno przebytej drogi ślad
I wiosny tchnienie
Jeno gdzieś na dnie cichy żal
Falą niesiony
Że nic nie wróci tamtych fal
Z dalekiej strony
Wciąż życie naprzód woła nas
Dalej i dalej -
Noc świeci jasną siejbą gwiazd
Pięknie wspaniale
Znów kwitnie wiosną nowy sad
I zorza wschodzi
Z nadzieją znów witają świat
Jak dawniej - Młodzi
Noc
Noc w ciemnym płaszczu chmur
Mrowiem gwiazd w mroku drży
Toczy się blask przez bór
Nawiewa swoje sny
Nad rozlewiskiem łąk
Mgła ściele się jak rzeka
Księżyc jak nocny gong
Dzwoni w srebrzystą stal
Z dalekich gwiazd i wzgórz
Patrzy noc w jasnym świecie
Zaśnij dziecino już
I utul oczka swe
Z poezją
Jak Cygan z poezją wędruję przez życie
Przez wzgórza doliny przez lata i dni
Blask Eos różanej mnie budzi o świcie
I wiosna zielenią mnie wita w rozkwicie
I noc kołyską mnie koi we śnie
A chociaż pod nogi padają mi kłody
Choć czasem spotyka szyderczo lub kłam
Choć idę jak pielgrzym nieznany ubogi
Dla bliskich przyjaciół otwarte mam progi
Dla siebie i ludzi na lirze swej gram
Jak Cygan z poezją wędruję przez lata
Przez młodość przez trudy do kresu mych dni
Wędruję wraz z Ziemią w ogromach wszechświata
I szarą nić życia nadzieją przeplatam
A w oczach łza czasem i blask słońca lśni
Źródło
Nie, nie wychłódło
Serce me choć jesień
Wciąż bije źródło
Tęsknot i uniesień
Skarb mej pogody
I nadziei niosę
Gwiazdę poezji
Niosę razem z losem
A gdy strudzony
Staję o zachodzie
Pięknem olśniony
Witam niebo co dzień
Noc nam ochłodę
I dar ciszy niesie
Gwiazdy pogodę
Wróżą na bezkresie
Baśniowy sad
W słońcu w porannej ciszy
ludziom i zimie rad
stoi i cicho dyszy
w słońcu w porannej ciszy
zaczarowany sad.
Na białej karuzeli
huśta się lekko wiatr.
Stoi sad w świeżej bieli
i oczy nam weseli
i baśń zimową tka.
A od tej cudnej baśni
jakby z dziecinnych lat
w oczach się robi jaśniej
niby w krainie baśni
życie się zmienia w sad.
Chodzi mróz po kolędzie
i tka na drzewach szron
by piękniej było wszędzie
w zimowych drzew ogrodzie
by świat ten był jak dom.
Wieczór w górach (Wariacje na temat J.W. Goethego)
I
Nad szczytami gór
wieczór gwiazdy strąca.
Patrzy z sinych chmur
jasny sierp miesiąca.
Biegnie poprzez bór
muzyka z daleka.
Niby srebrny sznur
skrzy się w dole rzeka.
II
W cudownej gór krainie
króluje spokój,
srebrzystym dyskiem płynie
noc sina na wyżynie
jak zwid w obłoku.
Mgłą się powlokły szczyty
ptactwo ucichło.
Odszedł nasz dzień przebyty.
Poczekaj chwilkę - i ty
odpoczniesz rychło.
III
Góry i doliny
powleczone mgłą
pod namiotem sinym
w ciszy letniej śpią.
Wieczór do schroniska
już zaprasza nas,
rzeka w mroku błyska,
szumem wieje las.
Prószy noc w urwisku
srebrną siejbą gwiazd.
W jesiennej melancholii
W jesiennej melancholii
dogasa dzień powoli
włóczą się szare chmury
opada liść z topoli
deszcz dzwoni znów o szyby
i dawny smutek boli
zasypia dal jak gdyby
smucąc się z ludzkiej doli
W mgły owinięte chmury
odchodzą w melancholii
*****
Błogosławione słońce
las i woda
powietrze wonią tętniące
i uroda.
Błogosławione drzewa
leśne zioła
wiatr co owiewa
zmęczone czoła.
Błogosławione życie
i przyroda
radość o świcie
co w drogę nas woła.
******
Życie moje jak wątła łupina
od jednego
płynie do drugiego brzegu
tam na drugim brzegu
śmierć się zaczyna
biała cisza
wiecznego śniegu.
Tam na drugim brzegu odpocznę
zapatrzony w gwiazdy
i przystań
będzie świecić mi niebo nocne
będzie śpiewać mi noc ojczysta.
Przytulę się do traw i do ziemi
wejdę w głąb gleby
drzew i korzeni.
Impresje
Wiosna w fontannach szumiącej zieleni
przychodzi do nas znowu, jak co roku.
Spragnieni ciepła, słońca i zieleni,
oddechu wiatru, wysokich obłoków
idziemy w świat. O świcie przebudzeni
niesiemy sny swe i twórczy niepokój.
Chłoniemy pełną piersią zapach ziemi
i pęd wichrowy rwących się potoków.
Świat znów pięknieje. Na białych gór szczytach
igra poranek i tka złote krosna.
Przy drodze brzoza jak panna rozkwita,
serenada młodości miłosna.
Dolina tętnem życia znów nas wita
i śpiewa dniom idącym. Kwitnie wiosna.
Noc - muzyka
Noc - muzyka - Chopin i Mozart,
serenada z czasów Schumanna.
Księżyc w dal wędruje po nocach
tocząc się jak srebrna karoca
do białego rana.
Szemrzą drzewa, niby cienie, duchy
i kołyszą się jak przypływy.
Śnią się sny wśród gwiazd zawieruchy
i baśniowe czary i dziwy.
Marzysz znów w samotnej ustroni,
rwą się w wietrze szumiące sosny,
deszcz o szyby preludia dzwoni.
I daleko znów jest do wiosny.
Noc- muzyka - Chopin i Mozart.
*******
Zachód o barwie miodu
szarzeje powoli.
W powiewach chłodu
chwieje się gałąź topoli.
Skowronki - pól pieśniarze
zasypiają w roli.
Wieczór w darze
niesie obłok melancholii.
Nic nas nie smuci
nic zda się nie boli.
Lecz pieśń naszych serc
w żałobie umiera.
*********
Wciąż bije serca tętno
strudzone i niemłode.
Kocham poezję, piękno,
życie i przyrodę.
Poezją uskrzydlony
idę przez dni i lata.
Nadziei liść zielony
wplatam w mozaikę świata.
Wędrówka
Wędrówką jest życie ludzkie,
wędrówką w ciemność – do Boga.
Cierniami często i łzami
usłana jest nasza droga.
Idziemy drogą w nieznane
idziemy przez ból i ciernie
by spojrzeć w dal sinej nocy
co wśród gwiazd świeci bezmiernie.
Wędrówką jest ludzkie życie.
Najtrudniej
Najtrudniej w życiu jest
o prawość i uczciwość,
o dobry ludzki gest,
o ludzką sprawiedliwość.
Najtrudniej w życiu jest
poznać samego siebie,
pomóc trud innym nieść
i podać dłoń w potrzebie.
Nie, nie zestarzał się
Nie, nie zestarzał się Staff,
wciąż wzrusza
i dawną młodość przypomina
Wciąż czuje się w poezji jego duszę
co śni o pięknie świata i wyżynach
Jak mędrzec
skarb pogody
niesie przez lata nad strumieniem czasu
Nie, nie zestarzał się Staff
wiecznie młody
choć życie wciąż nas dalej woła
Schylony znowu nad tomikiem Staffa
łowię jesieni
mijające chwile
grzeją się znowu na słonecznych rafach
a poza nami
dróg przebytych tyle
O świcie
O świcie,
gdy mnie ziemia budzi
w zieleni wiosny i zachwycie
pozdrawiam dobrym słowem ludzi,
przyrodę i wstające życie.
Pozdrawiam pola urodzaju,
białe obłoki na błękicie.
Pozdrawiam młode brzozy w gaju.
Pozdrawiam Cię, ojczysty kraju!
Pozdrawiam cię, wschodzące życie!
Dzwony
Nie pytaj: Komu w smutku i żałobie
biją dziś dzwony?
One umarłym biją, mnie i tobie
niosąc swe tony.
Czas nas unosi niby rzeki fale
w życia przestrzeni –
i coraz dalej, i coraz to dalej
niesie wśród cieni.
Aż kiedyś odejdziemy smutni, niemi
z martwą powieką –
i pokładziemy się cisi w tej ziemi,
duchem – daleko.
Tylko zostanie po nas żal (być może)
tylko wspomnienia,
że szliśmy tutaj kochając życie
do ostatniego tchnienia
Hejnały wiosny
Wiosna zielona gra hejnały,
tętnią ożywcze soki w drzewach
i w oczach mieni się świat cały,
i młodość z nami pieśni śpiewa.
I tańczy balet drzew w powiewach.,
wiosna zielona gra hejnały,
młodość skrzydłami nas owiewa,
nadziei kwitnie pęd nieśmiały.
Słońce przez krzewy i przez drzewa
niby srebrzysty kask polśniewa.
Szum liści spływa na park cały,
szemrze i szumi jak ulewa.
Wiosna zielona gra hejnały
i młodość pieśni swoje śpiewa.
Liść klonu
Liść klonu upadł nam do stóp
Gdy szliśmy dziś aleją
I pomyślałem
- Jesień już
I chłodem wiatry wieją
Szybko przeminął
Letni czas
Młodość i nasze lata
Dziś park zadumą wita nas
Opada piękna szata
Lecz serca jeszcze miłość nam
Słonecznym ciepłem grzeje
I opowiada miejski park
Nasze minione dzieje
Choć chłód i mgła
Wciąż czas nam tka
Słonecznych dni nadzieje
Zaczynam dzień
Nowy dzień -
Znów od nowa
Rzeźbię wiersz
W kruszcu słowa
Patrzę w świat
Na ulicę
Witam rad
Pieśń i życie
Kwitnie sad
Ludzie jadą
Szumi wiatr
W kwieciu sadom
Spada kwiat
Nam pod nogi -
Niesie cień
Wielkiej trwogi.
Podzwonne
Mogiłom smutnym, zapomnianym,
zarosłym zielskiem i nieznanym
poświęcam me wspomnienie.
Tym wszystkim, którzy już odeszli
i śpią na zawsze w grobów cieśni,
owiani wiecznym tchnieniem.
Tym wszystkim, którzy cisi, niemi
leżą zmieszani z prochem ziemi
pod smutnych drzew opieką.
Mogiłom smutnym, zapomnianym
zarosłym zielskiem i nieznanym
niech ziemia będzie lekką.
Pokój i wieczne spoczywanie
Umarłym Twoim racz dać, Panie
i światłość wiekuistą.
A nam ,którzy jesteśmy w drodze
daj łaskę, ład i spokój w trwodze
i ziemię daj ojczystą.
Nadzieja
Zawsze po burzy i zawiei
jutrzenka z mroku jasno świta,
w życia ludzkiego odysei
- widzisz? – zielony krzew nadziei
w smutku i mroku dni rozkwita.
Patrzymy znowu jak pięknieją
pola i bujnie wschodzą żyta,
jak idąc trudnych dni koleją
znów z mroku nocy zorza dnieje
i ranek czas pogodą wita.
Patrzymy w twarz idącym dziejom
głosząc pochwały dni i życia.
Rzecz o poezji (urywek)
Chodzi mi o to, by poezja była
jako lot orłów rwący się w obłoki
by promieniały z niej piękno i siła
i myśli nurt ją ożywiał głęboki,
by była niby złotodajna żyła,
by z ziemi jak dąb czerpała swe soki,
aby otuchę niosła człowiekowi
jak przyjaciele pomoc nieść gotowi.
Taką ją widzę i o takiej marzę,
aby przywrócić mogła moc i władztwo,
jak ongiś słowa i pióra mocarze
jej różnorodność form, myśli bogactwo,
by słychać było ją w codziennym gwarze
i było widać piękne słowa tkactwo,
aby się stała tak jak pieśń potrzebą
podobna kwiatom i codziennym chlebom,
by twórczość ludzka z pracą zjednoczona
trudziły się wraz z nami w dni mozole
i siały żyzne przyszłości nasienie
i kształtowały moc ducha i wolę.
Taka poezja - co w przyszłość wpatrzona
może się ostać wśród burz i w żywiole
w słowach jak w kruszcu szlachetnym
rzeźbiona.
Poezja, jaka od czasów Homera
idzie przez wieki, trwa i nie umiera.
Każdy z nas
Każdy z nas powinien mieć
swą gwiazdę wśród gwiazd wielu
i w mroku szukać jej,
i dążyć wciąż do celu,
Przez życie swoje iść
coraz to naprzód, dalej
w trudzie codziennych dni
za światłem jej wytrwale.
A kto jej szuka ten
znajdzie ją, idąc w życie,
marząc swój piękny sen
z gwiazdami na błękicie.
Jak dobrze
Jak dobrze jest wśród drzew
trwać w ciszy i w zadumie
czuć zieleń chłód i śpiew
brodzić w leśnym szumie.
Jak dobrze ścieżką iść
w wiecznych drzew rozkwicie
witać idące dni
i kochać świat i życie.
Jak dobrze żyć i być
wśród piękna i przyrody
znajomą drogą iść
i witać gaj brzóz młodych.
Jak dobrze jest wśród drzew
poezji i urody.
Wciąż trzeba naprzód
Wciąż trzeba naprzód dążyć, płynąć
z otuchą w sercu i nadzieją
jak żeglarz ciemną mórz głębiną
choć groźne wichry w mroki wieją.
Trzeba nieść z sobą światło wiary,
co by nas grzało i świeciło,
rozpraszać mrok, zwątpienia wiary
przezwyciężać woli siłą.
Trzeba wciąż płynąć jak żeglarze
do portu swego przeznaczenia,
do kresu dni wśród burz i zdarzeń,
gdzie nowy dzień świt opromienia.
Trzeba wciąż naprzód dążyć, płynąć
z pomocą Bożą i imieniem,
jak żeglarz ciemną mórz głębiną
miotany burzą i zwątpieniem.
Trzeba wciąż naprzód dążyć, płynąć.
Pewnego dnia
Pewnego dnia
nie stanie nas
wśród ulic tych i ludzi,
na piersi spadnie ciężki głaz
i nikt nas już nie zbudzi.
Uniesie nas
w dal rzeki prąd
spadnie liść życia z drzewa-
i odejdziemy cisi stąd-
w żałobnych wiatru śpiewach.
I krzyżów nas
otoczy las
na smutnej cichej ziemi-
pewnego dnia
nie stanie nas
na zawsze odejdziemy.
Podróż życia
Coraz to prędzej toczy się
Nasz powóz życia w biegu
Mijają lata biegną dnie
I czas niepowstrzymany mknie
Wciąż bliżej już do brzegu
Niewiele nam zostało już
Wśród czasu i przestrzeni –
Po latach trosk zawodów burz
Świecą wieczorne blaski zórz
W elegii pól jesieni
Opada liść jak ludzki los
Powóz się naprzód toczy
Coraz to cięższe brzemię trosk
I srebrem nam bieleje włos
I mgłą zachodzą oczy
A drugi brzeg
blisko tuż
Toczy się powóz w biegu
Noc koi ciszą nas wśród wzgórz
Nasz czas dobiega kresu już
Wciąż bliżej do noclegu
Strofy
Wiosna w radości i rozkwicie
jest najpiękniejszym poematem.
Dzień budzi znowu nas o świcie
i rosną nasze sny skrzydlate.
I szkoda tylko, że czas mija,
że życie niesie nam cierpienia,
że krótko trwają wiosna, przyjaźń,
kwiaty radości i marzenia;
że jesień pełna zmierzchów cieni
wśród blasku słońca mroki ściele,
że smutek czai się w zieleni,
zawodzą nawet przyjaciele.
Jeżeli człowiek
Jeżeli człowiek nie zaznał niedoli,
jakże potrafi współczuć innym ludziom,
jakże zrozumie co smuci i boli,
zgłębi nieszczęście albo krzywdę cudzą?
Jeśli przez życie szedł tylko po kwiatach,
unikał trudu, troski i kłopotów,
czyż zdoła nieść ból innych w zgiełku świata,
czy zerwie się do pięknych ducha wzlotów?
O, tylko ten, kto żył i cierpiał wiele,
cudze nieszczęście i radość zrozumie,
pojmie szlachetne dążenia i cele,
nie będzie nigdy zagubiony w tłumie
i nie zgnuśnieje w szarych trosk popiele,
ten tylko współczuć i ten kochać umie.
Fragmenty – Pamiętnik liryczny
Nad grobem Ojca
Stoję pochylony
W gorzkiej zadumie
* * *
O życie ludzkie!
O wieczne mijanie
Ludzi i czasu!
Dokąd tak pędzisz?
Dokąd niesiesz wody?
Wciąż naprzód, naprzód.
* * *
Wpatrzony w nocy bezkresne przestworza
Tobie wyznanie wiary
Składam, Boże.
* * *
Z ruin i gruzów
Znów dźwignięto miasta,
Ale kto życie Poległym przywróci?
* * *
W mroku powodzi
Kołyszą się w łodzi
Cienie Charona…
* * *
Co może zrobić choroba z człowiekiem,
Nawet dąb najsilniejszy wicher łamie
Ten pada rażony…
* * *
Trzeba tak przeżyć życie,
By zostawić
Chociaż ślad mały.
* * *
Białe motyle śniegu
spadają na ziemię
na szary, pusty cmentarz.
* * *
Wciąż prowadzimy dialog
ze sobą i światem
wśród nurtu czasu.
* * *
O wiosno! Jakżeś nam szybko minęła,
ledwie obejrzeć się zdążyłem wkoło
żeby podziwiać cudne świata dzieła,
już jesień chmurą zasępiła czoło.
* * *
Wieczór rozsypał cudne gwiazdozbiory
W bezmiernej dali, w czasie i przestrzeni,
A my patrzymy w sierpniowe wieczory
Wpatrzeni w noc olśnieni, urzeczeni.
Sypią się gwiazdy na wzgórza i lasy,
Na ciszę nocy i na piękno ziemi.
* * *
Nie znajdzie szczęścia,
kto go nie ma w sobie.
* * *
Bolesna Niobe
nad stratą swych dzieci
płacze przez wieki.
* * *
Nikt nie wywoła
z krainy umarłych
postaci Eurydyki.
* * *
Kto z nas uchyli
przyszłości zasłonę,
przeniknie ciemne i nieodgadnione?
* * *
Wszystko w nas może
szczery zachwyt wzbudzić,
przyroda, sztuka i postawa ludzi.
* * *
Piorun uderzył
w zielone serce lasu
i strzaskał sosnę
* * *
Życie ma wartość
największą ze wszystkich,
ale nie każdy jednako je ceni.
* * *
Dokąd nas wieziesz
w swojej łodzi, Charonie?
Ku jakim brzegom?
* * *
Czas nam zabiera
kwiaty naszych marzeń
sny miłości.
* * *
O moja miła!
Czas wplótł nam we włosy
nitki babiego lata.
* * *
Kto z nas ogarnie
wielkość życia i sztuki?
* * *
Jak to dobrze, że drogą razem
znów idziemy razem we dwoje,
że siedzimy znów pod kasztanem,
że wymawiam znów imię twoje.
Kiedy odejdę stąd
Kiedy odejdę stąd
sam nie wiem jak i dokąd …
zostanie po mnie kąt,
gdziem żył ze swą tęsknotą,
gdziem marzył i gdziem śnił
i pisał nieraz długo,
a wszystko czasem pył
przyprószy swoją smugą.
I będę dziwić się,
że żyłem cicho, skromnie-
i będę pytać: gdzie
i co zostało po mnie?
Rozprószył wiele czas
innych wierszy i innych marzeń,
czas nie oszczędzał nas
w lawinie wieku zdarzeń.
Cóż jeszcze, więcej nic?
O, wieczne życia fale!...
Wciąż trzeba w przyszłość biec
i naprzód iść wytrwale!
Ballada nocy
Noc balladowa pod księżycem
krąży po wzgórzach i parowach,
wykradam nocy tajemnice
i w skarbcu na dnie myśli chowam.
Na ścieżkach marzeń, snu i jawy
snują się dziwy niestworzone,
w topieli mgłowej toną stawy
szemrzą o lasach życia trawy
i wodnik kusi dziwożonę.
Toczą się nocy srebrne koła
po wzgórzach, siołach i dolinach,
skrada się chytrze mrok dokoła,
las swą opowieść rozpoczyna.
O partyzanckich dniach i bojach
o krwi przelanej tu przed laty,
o młodych chłopcach i dziewojach,
którzy śpią w ziemi tej jak kwiaty.
I tak się snują różne dziwy
w baśniowym tym poezji świecie,
gdzie rosną głogi i pokrzywy,
gdzie las baśniowy i prawdziwy
od niepamiętnych lat się plecie.
W świątyni
Samotny siedzę wśród ciszy kościoła,
patrząc na ołtarz, rzeźby i witraże,
a cisza dzwoni srebrem dookoła
i patrzą zewsząd ołtarze i twarze,
święty Stanisław w zachwycenia tęczy
przed Matką Bożą, jak w obłoku, klęczy.
Nie ma nikogo. Nie grają organy -
i cisza tonie w błękitnej powłoce.
Tylko wciąż cierpi Bóg Ukrzyżowany,
lampka oliwna przed Bogiem migoce,
modlą się na obrazach wniebowzięci
Błogosławieni tej ziemi i Święci.
Więc ciszą i ich szeptem rozmodlony
trwam z nimi razem w zadumie świątyni,
schodzę w głąb duszy mej w prochu schylony,
gdzie czuwa wiara, niebieska mistrzyni,
pokorna Pana służebnica droga -
i myśli moje kieruję do Boga.
Modlę się cicho słowami pacierza,
westchnieniem Świętych i głosem Litanii,
modlę się ufnie do Arki Przymierza,
do Przenajświętszej Królowej i Pani,
w ciszy kościoła zagubiony ranem
rozmawiam z Bogiem, Stwórcą mym i Panem.
Odnalazłem
Odnalazłem skarb wiary
i wracam do domu
Ojca mego, zbłąkany jak syn marnotrawny,
wracam pod dach Ojcowski
z wędrówki zdrożony
ciesząc się, że znów widzę znajome mi ściany.
A oto widzę: Ojciec idzie na spotkanie
i do piersi przyciska zgubionego syna,
cieszy się i zaprasza
znowu w domu progi
strudzonego pielgrzyma i gości przy stole.
Odnalazłem znów spokój,
wróciłem do domu.
Ojcze, przebacz mi moje błędy, zapomnienie.
Znowu pod Twoim dachem
oddycham szczęśliwy
i wspominam dzieciństwa niepowrotne lata.
Znów widzę znajome miejsca i obrazy,
na które spoglądałem kiedyś tyle razy,
otrząsam pył mój z drogi
wędrowiec ubogi.
Odnalazłem dom Ojca,
witam miłe progi.
Stoję nad źródłem Wiary i z wdzięcznością
oczy swe podnoszę ku niebu
spokojny, bez trwogi.
Uskrzydleni
Uskrzydleni
młodością wiosny
alejami parku idziemy
ranek niesie podziw młodości
i rozkwita urodą ziemi.
Nawet starzy, sterani życiem
przygarbieni prostują głowy,
cieszą się śpiewem ptaków z zachwytem
dzień życia witają nowy
patrząc na świat z nadzieją
w złotych słońca skrach promienieją.
Krzewy jasnym rankiem zbudzone
ze snu grają z sobą w zielone
chwiejąc się nad parkową aleją
a wesołe motyle – dzieci
lecą zda się słońcu naprzeciw
wiosna znów rozkwita nadzieją.
Spadają kartki
Spadają kartki z kalendarza,
spadają cicho co dzień,
czas zmarszczki rzeźbi nam na twarzach,
dni gasną na zachodzie.
Po znojnym lecie rok nam niesie
piękną, złocistą jesień.
Nikną żurawie i bociany
daleko na bezkresie.
Spadają kartki z kalendarza
i życie się oddala,
tylko wciąż wody toczy rzeka
i pluszcze wspomnień fala.
Poezja nas od zapomnienia
i nasze dni ocala.
Pochwała życia
Kiedy po długiej chorobie
wychodzę na świat znów ranem
cieszę się życiem i słońcem
i cudów świata tysiącem
jak czarodziejskim dywanem.
Witam jak siostry topole
z zielonym szumu obłokiem
i trawy niskie na dole –
i dzieci co idą drogą.
Cieszę się wiatru powiewem
kwitnącym sadem i drzewem
serc naszych biciem i wiosną
śpiewem skowronka w błękicie
młodością świata i życiem
i dni idących radością.
Jak ptak zbudzony o świcie
witając sady w rozkwicie
śpiewam tym ludziom i ziemi –
spragniony ciepła zieleni
pogody piękna przestrzeni
idę wśród blasków i cieni.
Coraz to bliższy przyrodzie
idę do dni mej jesieni.
Zimowa baśń
Czarodziej zimy - mróz
w krzewy i drzewa wrósł.
Stoją na ciemnym tle
w srebrno - błękitnej mgle
białe sylwety brzóz.
Pędzi po niebie w dal
Wielki i Mały Wóz.
Pośród zastygłych fal
stąpa skrzypiący mróz.
Zaczarowany las
drzemie wśród śnieżnych zasp
a mróz w zimowym śnie
oddechem wkoło tchnie
krzesze iskierki gwiazd.
Księżyc jak srebrny dzwon
płynie spowity w jaśń.
Przędzie swe nici szron
przędzie zimową baśń.
Ciemne chmury
Ciemne chmury jak szare łachmany
nad napiętym pejzażem zawisły,
szemrze w dole ciemnoołowiany
mętny nurt rozlanej w brzegach Wisły.
Wiatr zawodzi nutą melancholii
i z topoli do topoli wieje –
liść zerwany pędzi w smutnej dali,
chociaż jeszcze jest, jeszcze istnieje.
Tak i człowiek losem skołatany,
gdy utracił miejsce i nadzieję.
Odejście
Kiedy martwe swe złożę ręce
niepotrzebne mi kwiaty, wieńce
niepotrzebne mi tkliwe słowa
ni niczyja nadgrobna mowa.
Niech mi tylko zaszumią drzewa
i nad grobem mym ptak zaśpiewa.
Niech pod zachód zórz rozzłoconych
ozwą się w dali wieczorne dzwony.
Niech nad prochem moim się schylą
bliscy moi.
XXX
Bez sławy i rozgłosu
przejdę skromnie,
z burzami losów
świat zapomni o mnie.
Tylko przyjaciel wspomni,
że tu byłem
wśród ziemi kłosów
jej maleńkim pyłem,
kochałem lud i pieśni
sercu miłe.
VII - Z lampką wiary
Psalm (Błogosławiony Pan)
Błogosławiony Pan i Bóg stworzenia,
Którego sławią ludów pokolenia
Który jest Alfą świata i Omegą
I wszystko wywiódł sam ze źródła swego.
On przejrzał myśli i losów koleje,
On w słońcu chwały, w wieczności jaśnieje,
A miłosierdzie Jego i opieka
Otacza łaską wszechmocną człowieka.
Uczynił rzeczy piękne i wspaniałe,
Byśmy sławili Jego wieczną chwałę.
Zesłał ludzkości Jedynego Syna,
Gdy przyszła wielka wyroków godzina.
Bóg Ojców naszych i pokoleń, który
Patrzył z niebieskiej nieskończonej góry,
A wielkość Jego i moc nad wiekami,
Który jest Ojcem, który jest nad nami.
Psalm 69
Boże, ucieczko ludu i mocy,
Użycz mi łaski Twej i pomocy
Z Twym miłosierdziem ku mej obronie
Pospiesz i podaj w potrzebie dłonie
Niech się rozproszą chmury i cienie
I w Tobie znajdę moje zbawienie
Niech w ducha Twego jasnego zbroi
Zwyciężam w świętej opiece Twojej
Niech zawstydzeni odejdą, którzy
Złorzeczą prawdzie i chwale Bożej
Niech się weselą i cieszą w Tobie,
którzy szukają Cię w każdej dobie
Niech sławią Ciebie każdego rana
Śpiewając: Wielbij, duszo ma, Pana.
A jam jak żebrak, biedny, ubogi
Nie godzien wstąpić w Twe święte progi
Do Ciebie wznoszę moje wołanie
Do Ciebie wołam: Wspomóż mnie, Panie
Bądź ze mną zawsze we dni i w nocy,
Użycz mi łaski Twej i pomocy
Psalm pokutny
Okaż nam, Panie, miłosierdzie Twoje
umocnij wiarę i obdarz pokojem.
Bądź nam miłością, drogą i posłaniem,
światłością marnych dusz i zmartwychwstaniem.
Bądź chlebem nam i żywej wody zdrojem,
Niech będzie pochwalone Imię Twoje.
Usłysz głos ludu zmiłuj się nad nami,
Nie gardź modlitwą naszą i prośbami.
Otwórz nam świętej Twej łaski podwoje,
Okaż nam Panie miłosierdzie swoje.
I osłoń lud Twój tarczą swej opieki,
Byśmy sławili Cię po wszystkie wieki.
Do stóp Twych korne wznosimy błaganie,
Niech się Twa wola i Twa światłość stanie.
Oświeć nas światłem swojej Ewangelii,
Byśmy w niej życie i zbawienie mieli.
Który królujesz w chwale niepojęty
Ojcze nasz Synu Boży Duchu Święty.
W jedności Trójcy Świętej wieczny Boże
Nieogarniony jak wieczności morze.
Psalm III
Oczyść usta i myśli moje,
abym Twoje wysławiał Imię.
Napój mnie żywym Twym zdrojem,
niech Cię sławię w dziękczynnym hymnie.
Niech Ci chwałę i uwielbienie
z głębi serca i duszy składam
każdym tchnieniem i myśli drżeniem -
odrodzony w Twym zdroju – Adam.
Abym każdym dniem życia, czynem
świadczył, żem jest Twoim wyznawcą,
Twoich dóbr i dziedzictwa synem,
a Ty - moim Panem i Zbawcą.
Oczyść usta i myśli moje,
abym głosił Twą Ewangelię,
która jest prawdą, życiem, pokojem,
miłosierdziem i serc weselem.
Panie mój, Boże mój i zbawienie,
wiaro duszy, ucieczko moja,
Tobie chwała i dziękczynienie
w Tobie moja moc i ostoja.
Psalm ufności
Okaż nam, Panie, Twoje zmiłowanie
Niech łaska Twoja pośród ludu stanie
Utwierdź nas w wierze i ufności Twojej
I nie odrzucaj od świętych podwoi
Który królujesz w niebie nieskończenie
I zsyłasz Twojej jasności promienie
Zwróć ku nam oczy miłosierne Twoje
I otocz lud Twój zgodą i pokojem
Tobie przez wieki śpiewa ludzkość cała
Tobie na wieki nasza cześć i chwała
Wiara
Nie utraciło serce moje miary
Na życia drogach
Wciąż lśni jej światło w mroku szarym,
Wciąż oczy moje wznoszą się do Boga,
Szukam Go w życiu dookoła
I w rozgwieżdżonej nocy w ciszy wołam:
Bądź pochwalony, Wiekuisty Boże,
Nieogarniony jak wieczność i morze.
W nicości mojej
U stóp Twoich stoję
Jak kłos wśród pól Twych i krzew na górze.
Ojcze nasz, który jesteś w niebie,
Wielbię Ciebie.
Bądź pochwalony, Wiekuisty Boże!
Boże natury,
Któryś stworzył
Gwiazdy i drzewa i nas pośród stworzeń
Bądź pochwalony
Wszechmocny Panie, Wiekuisty Boże!
Bądź wola Twoja,
Przyjdź Królestwo Twoje,
Niech Cię sławimy w serc swoich pokorze,
Obdarz nas łaską Twoją i pokojem.
Niech będzie pochwale Imię Twoje
Po wszystkie wieki, Panie nasz i Boże!
Credo
Wierzę w cel ostateczny,
w świętych obcowanie,
w moc modlitwy serdecznej,
w wiekuiste trwanie.
Wierzę w Królestwo Boże
i ciał zmartwychwstanie,
w żywot wieczny
i Twoje, Chryste, panowanie.
Niech cześć i Twoja chwała
w naszych sercach słynie,
Niech śpiewa ziemia cała
w ludzkości rodzinie.
Niech nam się według wiary
naszej świętej stanie
Tak nam dopomóż, Boże,
Wiekuisty Panie!
Modlitwa
Udziel nam światła wiary i łaski,
Boże, nasz Zbawicielu,
Oddal nienawiść, zło i niesnaski,
Wśród krętych ścieżek wielu,
Daj ducha zgody, bratniej miłości,
Abyśmy Cię poznali,
Jako Pasterza skromni i prości
Pokorni w duchu mali,
Jako uczniowie Twoi wyznawcy,
Apostołowie wiary
Dziękując Tobie - wiecznemu Zbawcy
Za ogrom Twej Ofiary.
Żeś nam objawił Prawdę i Życie
I dał nam Zmartwychwstanie,
Żeś Krwią nas zbawił i razem z nami
Mieszkasz, nasz Mistrzu, Panie.
Zapal nam serca ogniem miłości
W duchu braterskiej zgody
I złącz w jedności owczarnię Twoją
Rodziny i narody.
Niechaj Ci chwała po wszystkie wieki
Brzmi zawsze nieskończenie.
Użycz nam łaski i Twej opieki,
Napełnij Ducha tchnieniem.
Który królujesz w chwale wieczności
W jedności niepojęty,
Któremu niebo i ziemia śpiewa
Hymn: Święty, Święty, Święty.
Do Najświętszej M. P.
O Matko Boża, Najświętsza Panno,
weź nas pod swą obronę,
otocz opieką Twą nieustanną,
dzieci niedolą strapione.
Przyjdź nam z Najmilszym Panem i Synem,
z Dzieciątkiem Bożym na łonie
i okaż Serce swoje matczyne,
teraz i zawsze, w śmierci godzinie
błogosławiące wznieś dłonie.
Byśmy do kresu swych dni i chwili
pod płaszczem Twojej opieki
Boga i Pana z Tobą sławili
w światłości Jego na wieki.
Modlitwa
Bogarodzico, Święta Dziewico,
Matko przeczysta, jedyna
Zwróć ku nam swoje łaskawe lico
i osłoń dzieci świętą prawicą,
wstaw się za nami do Syna.
Niech nas wspomaga na wszystkich drogach
Twoja przemożna przyczyna.
Módl się za nami, prowadź do Boga
gdy śmierci przyjdzie godzina.
Niech Ci śpiewamy
u niebios bramy
pieśń wieków: „Salve Regina”.
Pozdrowienie N.M.P
Pozdrawiam Cię, Najświętsza Panno,
Chrystusa Pana pozdrowieniem,
modlitwą moją nieustanną,
synowskim hołdem i westchnieniem.
Pozdrawiam święte Imię Twoje
Po wieki wieków pochwalone,
Z którego płyną łaski zdroje
Pozdrawiam Cię przez dni i lata
Z modlitwą dzwonów i hosanną-
I pieśń ma jak ptak w niebo wzlata
Do Twoich stóp, Najświętsza Panno.
Matko Bolesna
Ty, żeś pod krzyżem Syna swego stała,
przeszyta srogiej boleści mieczami
i przeniknięta Męką Bożą cała,
Matko Najświętsza, przyczyń się za nami,
abyśmy, czcząc wraz śmierć i Matkę Pana,
z Tobą sławili Go, Matko kochana.
A kiedy wezwiesz nas
A kiedy wezwiesz nas
z tej ziemi, z Twojej niwy
w jasności wieczny blask,
o Sędzio Miłościwy,
pozwól nam w Twoją twarz
spojrzeć i wielbić Ciebie;
Boże i Ojcze nasz,
który królujesz w niebie.
Daj nam w Królestwie Twym
z Tobą przebywanie.
Niech Ci śpiewamy hymn,
niech Cię sławimy, Panie.
Niech Ci śpiewamy wraz
jak niebios Twych zastępy
po wszystkich wieków czas
modląc się: Święty, Święty…
Świt zagląda do okien
Wierzę w cel ostateczny,
w Chrystusa posłanie,
w żywot wieczny
i w Prawdy nieśmiertelne trwanie.
Wierzę w Królestwo Boże
i w dusz obcowanie,
w Twe święte zmiłowanie
i ciał zmartwychwstanie.
A jako wierzę, Panie
niechaj mi się stanie.
Niech łaska Twa nad nami
nigdy nie ustanie.
„Bądź pozdrowiona”
Bądź pozdrowiona Matko miłosierna
Przygarnij nas do przeczystego Serca
Niech dobroć Twa nam zawsze w życiu świeci
I Twój gwiaździsty płaszcz przygarnia dzieci
Byśmy z czystością i miłością zawsze
Sławili serce Twoje najłaskawsze
Wejrzyj na lud Twój Matko nasza w niebie
I przyjdź z pomocą i ratuj w potrzebie
Niechaj nas zawsze wspiera Twa przyczyna
I łaska Twego najmilszego Syna
Teraz i zawsze i w śmierci godzinie
Okaż nam Pani serce Twe matczyne
„Stabat Mater”
Pan Jezus z Krzyża na Górze Kalwarii
polecił nas Swej Boskiej Matce Marii,
a Matkę oddał w opiekę Janowi
jak najmilszemu bratu i uczniowi.
I od tej pory miłością synowską
otaczał miły uczeń Matkę Boską,
a ona Mu najdroższą Matką była,
jaka dobrocią i łaską świeciła.
I świeci poprzez wszystkie pokolenia,
dopóki będzie trwać ludzkość i Ziemia.
Niepokalane Jej przedziwne Imię
w modlitwach ani w sercach nie zaginie.
Wciąż będą brzmieć nam słowa Chrystusowe
niby testament z Krzyża przekazany
przez wszystkie czasy i wieki nowe
na pamięć ludziom i narodom dany.
Niedziela Palmowa
Gdy Chrystus wjeżdżał do Jerozolimy
wśród Uczniów swych i rzeszy wielbicieli
sławili Go (tak jak po wiekach i my)
i palmy do stóp rzucali weseli,
wołając w zachwyceniu: Hosanna!
Błogosławiony Bóg i Imię Pana!
Był to dzień triumfu i Chrystusa chwały,
ale zarazem smutku i zadumy.
Te same, które teraz Go witały,
po kilku dniach zaledwie, wrogie tłumy -
Ukrzyżuj Go! – wołały do Piłata,
by wydać na śmierć Boga, Stwórcę świata.
I nikt Mu nie słał palm pod święte Nogi,
każdy go zewsząd otaczał wrogi.
Nawet ci, którzy w niewinność wierzyli
drżeli przed zemstą ludu w onej chwili,
nikt się nie ozwał, nie zarzucił słowa,
jak gdyby w ustach zamarła im mowa.
Tak i my czasem jak faryzeusze
w postępowaniu swym przypominamy
te dni – i puste, chłodne nasze dusze
są niby głucho zatrzaśnięte bramy.
Samotny Chrystus przez nas opuszczony
dźwiga krzyż, aby umrzeć za miliony,
aby ogarnąć miłością świat cały,
by świecić w wiekach światłem wiecznotrwałym.
Wciąż Cię szukam
Wciąż Cię szukam, co dzień na nowo,
Odnajduję i znów Cię tracę,
Odnajduję Twe Boskie słowa
I odchodzę w ciszy - In pace.
Każdy dzień mój coraz to bliżej
Do stóp Twoich Pątnika zbliża -
Aż mnie obejrzysz z gwiaździstych wyżyn
Aż się schylę pod stopy krzyża.
Aż modlitwą swą Cię ogarnę,
Aż posiejesz Mnie dobrym ziarnem,
By wyrosło szumiące zboże.
Wciąż Cię szukam w wielkiej pokorze,
Wciąż Cię szukam, o Światło Boże.
Tyś jest życiem
Tyś jest życiem i pojednaniem
Tyś pokojem
I żywym zdrojem.
Napój nas łaską, ożyw nas, Panie
I daj grzesznym
Królestwo Twoje.
Niech poznamy Prawdę i Miłość
Drogę naszą
I Zmartwychwstanie,
Ciebie z głębi serc swych sławimy,
Tobie wiecznie służymy, Panie.
Tyś jest Chrystus
Tyś jest Chrystus, Syn Boga Żywego.
Droga, Prawda, Życie, Zmartwychwstanie.
Boże wieczny w domu ducha mego,
Nieskończony w majestacie Panie.
Tyś jest Chrystus, Światłość dnia światłości,
Któryś przyjął nikłą postać Chleba.
Panie Jezu, bądź grzesznym miłościw,
Wejrzyj na nas z wysokiego nieba.
Zapal serca żywym ogniem wiary,
Odnów nas i daj nam w Tobie trwanie,
Pomnóż ducha i miłości dary,
Niech się Twoja wola święta stanie.
Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego,
Tyś Miłości i Prawdy posłanie.
******
Przez Twoje święte Zmartwychwstanie
Odpuść nam winy i karanie
Zmiłuj się nad Twym ludem Panie
Niech miłosierdzie Twe się stanie.
Napełnij lud Twój łaski zdrojem
Obdarz nas wiarą i pokojem
Niech będzie czczone i wielbione
Po wieki wieków imię Twoje.
Bądź
Bądź Życiem naszym i zbawieniem
Miłością i światłością
Bądź nam ostatnim naszym tchnieniem
Modlitwą naszą i spojrzeniem
Pokojem i wiecznością
I gdy przed Tobą kiedyś staniem
W nicości i pokorze
Okaż nam łaskę Twoją Panie
I daj w przybytku Twym mieszkanie
W Trójcy jedyny Boże
Gdy trąba Archanioła
Gry trąba Archanioła
Rozebrzmi poprzez czas
i z ziemi tej zawoła
Na Zmartwychwstanie czas
Gdy wezwiesz nas do Siebie,
Sędzio i Panie nasz,
Który królujesz w niebie
I nad wiekami trwasz,
Ukaż nam, Boże żywy,
Ojcowską, Twoją twarz
I bądź nam miłościwy.
Sędzio i Panie nasz
Prosimy Cię w pokorze,
W skrusze błagamy Cię,
Okaż nam, Panie Boże,
Łaskę i Serce Twe.
Daj nam w przybytku Twoim
Cieszyć się z Tobą wraz,
W wieczności i pokoju
Z Tobą po wszystek czas.
Niech chwała, uwielbienie
I hołd Ci zawsze brzmi,
Sławi Cię ludu pienie
I głosy pełne czci.
O, Sędzio nad wiekami,
Panie i Boże nasz,
Światłością bądź nad nami,
Ukaż ojcowską twarz.
Ześlij nam
Ześlij nam Panie, pojednanie,
Ducha miłości i odnowy,
Wiarę, nadzieję i wytrwanie
W Twej prawdzie Bożej, Chrystusowej,
Byśmy Twym światłem oświeceni
Szli według wskazań Ewangelii,
Tobie służyli na tej ziemi
I w Tobie wieczny żywot mieli.
Panie, nie jestem godzien
Panie, nie jestem godzien
Łaski i przebaczenia,
Słowa miłości Twojej,
Co głaz najtwardszy zmienia,
Lecz rzuć spojrzenie jedno
Na ugór mojej wiary,
Na duszę moją biedną
I wyschłe me konary;
Ożyw miłości drzewo,
Niechaj rozkwita znowu
Pełne Bożego śpiewu,
Ufne Twojemu słowu.
Niechaj Cię proszą co dzień
W pokorze i otusze:
Panie, nie jestem godzien,
Lecz uzdrów moją duszę.
Niech Twej miłości kwiaty
Rosną w niej jak w ogrodzie -
Niechaj na Twoją chwałę
Śpiewam Ci w hołdzie co dzień.
Panie, nie jestem godzien.
Droga do Emaus
Jak uczniów Twych idących do Emaus
tak i nas w drodze
nawiedź Chryste Panie
napełnij otuchą i spokojem
i zapal serca
Twoim miłowaniem
by droga
wiodła zawsze
z wiarą i nadzieją –
wśród pyłu, trwogi i w spiekocie słońca
na przekór burzom i wichrom.
Jakoś uciszył
Jakoś uciszył burzę na jeziorze,
tak ucisz, Panie serca niepokoje,
przyjdź do nas, Zbawicielu nasz i Boże,
ogarnij wzrokiem ten świat i przestworze
i rzeknij do nas tylko słowo Twoje.
Jak trędowatych ulecz nas z niemocy,
abyśmy wstali z win swych oczyszczeni,
niech nas Twa prawda i miłość zjednoczy
wyrwie z mroku, błądzenia i cieni.
Ukaż nam, Panie, cel życia i drogę,
któryś jest naszą Światłością i Bogiem.
Z ziemi padołu wołamy pospołu
wołamy Ciebie wśród burz i żywiołów.
Jakoś uciszył burzę na jeziorze,
tak serca nasze ucisz, Panie Boże.
Pod Krzyżem
Pod Krzyżem Twoim stoję, Chryste,
Boże Ukrzyżowany,
Patrząc na czoło Twe cierniste,
Na Mękę Twą i Rany.
Stoję wraz z Matką Twą i Janem,
Matką mą i mym bratem,
Przed Twym spojrzeniem i westchnieniem,
Przed śmierci majestatem.
Pod Krzyżem Twoim Chryste stoję
W skrusze mej i pokorze;
W prochu nicości serce moje
U stóp Ci składam, Boże.
Wiara
Wiara jest po to, aby nam świeciła
przez dni i lata,
by z niej płynęła jak źródła siła
na drogach świata;
byśmy stawali się lepsi, wznioślejsi
w prawdzie i czynie
i w życiu swym wznosili jak w swej pieśni
Bogu świątynię;
byśmy nią uskrzydleni i jej wierni -
siostrze miłości -
szli w trudach życia, radościach i cierniach
wielcy i prości
Nie zapomniało
Nie zapomniało serce moje
Modlitwy prostej jak przed laty.
Znów jak w dzieciństwie i młodości
Podnoszę myśli me do Boga.
Znów składam ufnie swoje ręce
W dziękczynnym hymnie uwielbienia,
Modlitwę jak strzelistą wieżę,
Jak lot gołębi w niebo wznoszę,
Zwracam spojrzenie me ku niebu
Kieruję myśli me do Boga.
W nicości mojej i rozterce
Wznoszę modlitwę mą jak wieżę.
Pielgrzymi
Idziemy jak pielgrzymi
Idziemy po tej ziemi
Do Ziemi Obiecanej
I do przybytku Boga
Drogami tego świata
Przez nasze dni i lata
Na drugą stronę życia
Idziemy do zaświata
Przez życie wędrujemy
Tułacze i pielgrzymi
Do Ziemi Obiecanej
Wiedzie nas życia droga
Idziemy po tej ziemi
Wznosimy się do Boga
O Matko Boża
O Matko Boża, błogosław nas
Świeć nam jak zorza po wszystek czas
Bądź nam ostoją i zdrojem łask
Niechaj nam świeci Twój święty blask
Do syna Twego prowadź wraz
Twoją prawicą osłaniaj nas
Abyśmy wolni od win i skaz
Tobie służyli po wszystek czas
Nie po to
Nie po to przyszedł Syn Człowieczy,
aby budować ziemską chwałę,
lecz aby dusze ludzkie leczyć,
by stać się ludzkim ideałem.
I aby podjąć trud zbawienia,
brzemię wieczności i ofiary
i żyć w narodów pokoleniach
jak nie gasnący płomień wiary.
Lecz po to przyszedł Syn Człowieczy,
byśmy w Nim prawdę życia mieli
czerpiąc z natchnienia Boskich rzeczy
i chłonąc światło Ewangelii,
lecz po to, by lud swój mieć w pieczy,
by chleb miłości Bożej dzielić.
Wniebowzięcie
Weź nas w opiekę swą,
Najświętsza Panno.
Oddal pokusy, zło
I otocz łaską Twą,
W ciemności życia świeć
Gwiazdą zaranną.
Opieką otocz nas
Swą nieustanną.
Do Ciebie, Matko Miłosierdzia
Do Ciebie, Matko Miłosierdzia,
kołacząc do Twej świętej bramy,
do matczynego Twego serca
z ufnością dzieci przybywamy.
Usłysz modlitwy i wołanie
i prośby zanieś do stóp Syna,
racz wejrzeć na nas Święta Pani,
Matko przeczysta i jedyna.
Niech ufni w Twą moc i obronę
trwamy w Chrystusa świętej wierze
a imię Twe błogosławione
sławimy całym sercem szczerze.
Przed oczy Twoje
Przed oczy Twoje składamy winy,
Boże Najświętszy, Boże jedyny.
Racz się zmiłować w dobroci swojej,
Kiedy stoimy u Twych podwoi,
Okaż ludowi Twe zmiłowanie
I przyjmij nas do Twej łaski, Panie.
Ojcze nasz, Boże, któryś jest w niebie,
Z ziemi padołu błagamy Ciebie.
Wznosimy z głębi serc swych wołanie
Z prośbą o wiarę i o wytrwanie.
Ożyw nas prawdy Twej świętej zdrojem,
Obdarz miłością dusz i pokojem.
Niechaj na całym tym ziemskim globie
Pieśń Twego ludu rozbrzmiewa Tobie.
Niech cześć i chwała Twa nie ustanie
Po wszystkie czasy Boże i Panie.
Który królujesz ponad wiekami
I w Opatrzności czuwasz nad nami.
Osłoń nas tarczą Twojej opieki
Teraz i zawsze, po wszystkie wieki.
Kolęda
Pochyliła się Matka Boża nad Dzieciną
Niby jutrzenna zorza poranną godziną.
Zaśpiewała kolędę Syneczkowi swemu
Jezusowi Małemu, Synowi Bożemu.
Podchwycili kolędę z Betlejem pasterze
I ponieśli w świat Bogu śpiewają szczerze.
A wieści wiekom głoszą chwałę i cześć Bogu
I trwa w polu stajenka cicha i uboga.
I płynie głos kolędy przez lata i dzieje
Że Bóg się rodzi Światło zbawienia z Betlejem.
Śpiewamy jak pasterze ubodzy i prości
Głosząc Dobrą Nowinę i pokój ludzkości.
Matko Bolesna, wesel się
Matko Bolesna, wesel się
Zmartwychwstał Syn Twój miły.
Już nad Nim władzy nie ma śmierć
Ni żadne ludzkie siły.
Zwycięski z grobu Jezus wstał
I idzie pełen chwały
Jak złoty świt jasnego dnia
Chwalebny Zmartwychwstały.
Powstał i znowu woła nas
Do życia i odnowy
Byśmy powstali z win i skaz
Jako lud Chrystusowy.
A słowa Jego - święty śpiew
A głos – zew i posłanie
Radosny płynie wkoło śpiew
Woła na Zmartwychwstanie.
Radosna płynie wkoło wieść
I budzi wsie i miasta –
Słychać Bożego ludu śpiew
Wesoły dzień nam nastał.
Akty strzeliste
I
Błogosławieństwo Twoje,
O Chryste, ześlij nam,
Obdarz Twój lud pokojem
I żywej wody zdrojem,
Miłość i zgodę daj.
II
Niepokalana
Matko Pana,
Błogosław nas.
Niechaj Ci będzie chwała wszędzie
Po wszystek czas.
III
Święty Józefie możny nasz patronie
Przybądź nam ku pomocy i obronie.
Prowadź nas do Jezusa i do Marii
I bądź ostoją nadziei i wiary.
Kto chce…
Kto chce Chrystusa Pana naśladować
Ten niech krzyż weźmie i niech idzie za Nim,
Niech w czyn zamieni pragnienia i słowa
I idzie Mistrza Boskiego śladami.
Niech niesie dobro dla swych braci – ludzi
Mnożąc w nich miłość wiarę i nadzieję –
Niech w sercach ich uczucia wzniosłe budzi,
Dzieli chleb, radość, ziarno zgody sieje.
Niech życiem swoim, przykładem i czynem
Dobrą Nowinę – Słowa Ewangelii –
Głosi wraz z Panem i Człowieczym Synem
I trudy Jego, i cierpienia dzieli,
By być wyznawcą i chrześcijaninem
Tego co Światłem jest - Lumen de coeli.
Jak odnaleźć
Jak odnaleźć
drogę do Boga
Jak przetworzyć
siebie i życie
Jak nakarmić
chlebem i światłem
wszystkich głodnych
wszystkich spragnionych
Jak przebudzić
sumienia ludzi
Jak zapalić
pochodnię wiary
Pozwól mi
Pozwól mi chwalić Cię
Niepokalana Panno
I sławić Imię Twe
Ufnością nieustanną
Do końca moich dni
Pozwól mi chwalić Ciebie
W synowskim hołdzie czci
O Matko Święta w niebie
Kolęda Matki Boskiej.
Luli, luli, mój Syneczku,
Moje drogie dziecię
W cichej szopie i w żłobeczku
Najbiedniejszy w świecie.
Niech Cię do snu ukołysze
Piosenka mateczki
Dobry Pan Ci ześle ciszę
I nocka utuli.
Luli. luli, mój Syneczku
W żłóbeczku na sianie
Mój maleńki aniołeczku
Boże mój i Panie.
Zaśnijże mi w tej stajence
O tej późnej porze,
Niech Cię me utulą ręce
Dzieciąteczko Boże.
Śpiewają chóry Aniołów
Śpiewają chóry Aniołów
W stajence Panu Małemu,
Spieszą pasterze pospołu
Od owiec swoich i wołów,
Spieszą do Betlejem.
Anioł ich zbudził wśród nocy,
Ogłosił Dobrą Nowinę;
Spieszcie pasterze do szopy,
Ujrzycie Boską Dziecinę
Jako wieścili prorocy
Narodził się tej nocy
Światło narodów jedyne.
Więc zostawiwszy swe trzody
Przybiegli do biednej szopy,
Olśnieni blaskiem zdumienia
Ujrzeli i uwierzyli,
I pokłon oddali Bogu,
Co niby cudny kwiat lilii
Leżał na biednym barłogu.
Ubodzy mali i prości
Światłość i prawdę poznali,
Chwałę Mu swą na niskości
Złożyli w serc swych cichości.
Ubodzy, prości i mali.
Cóż Ci dam Panie?
Cóż Ci dam Panie
Cóż dać jestem w stanie
Za dobrodziejstwa i łaski Twej ręki
Cóż Ci o Boże
Przed ołtarzem złożę
Jakże wysłowić zdołam swoje dzięki
Cóż Ci niegodny
Dam Twoich łask głodny
Któryś jest życiem prawdą i pokojem
Przyjmij w ofierze
W ufności i wierze
Hołd mej miłości i nadziei mojej
Któryś ostoją
I otuchą moją
I nie odrzucasz skruszonego serca
Przyjmij o Panie
Pobożne wołanie
I otwórz przybytek miłosierdzia
Ożyw ducha mej wiary
Jak drzewo usychające
Przywróć niebiosom
I napój Twą rosą
Ogrzej miłościwie swym słońcem
Bądź dla nas Drogą
Bądź dla nas Drogą, Prawdą i Życiem,
miłością naszą, serc naszych biciem.
Bądź żywej wody wieczystym zdrojem,
chlebem zbawienia dusz i pokojem.
Bądź światłem naszym, co w drodze wiedzie
i wśród ciemności świeci na przedzie.
Bądź naszą siłą, wiarą, ostoją,
ucieczką w trudnych chwilach i zbroją.
Bądź nam modlitwą, naszym westchnieniem,
promieniem łaski i ukojeniem.
Bądź przewodnikiem nam w każdej dobie,
abyśmy wieczność znaleźli w Tobie.
A gdy nas wezwiesz do siebie z ziemi,
uczyń nas, Panie, dziećmi bożymi.
Niech chwała Twoja rozbrzmiewa wszędzie
po wszystkie wieki – zawsze i wszędzie.
Z każdym dniem
Z każdym dniem z każdym krokiem
czas naprzód ucieka
niesie wody szumiące
niestrudzona rzeka.
Z każdym dniem, o mój Panie,
do Ciebie się zbliżam,
patrzę na Twe konanie
i na Mękę Krzyża.
Przychodzę i odchodzę,
i szukam Cię w ciszy.
Gdzie jesteś, o mój Boże?
Wołam Cię ….Czy słyszysz?
Niegodny łaski Twojej
i Twego wejrzenia
wymawiam Twoje Imię,
szukam pocieszenia.
Jak kłos na glebie,
jak krzew na ugorze
patrzę w niebo
do Ciebie
w Twej jasności zorze
Wszystko przeboleć
Wszystko przeboleć i przecierpieć trzeba,
choćby nam ciężko, choćby smutno było.
Trzeba z modlitwą oczy wznieść do nieba,
odzyskać wiarę, nadzieję i miłość.
Trzeba wciąż orać na dni swych ugorze,
co dzień wytrwale siać przyszłości ziarno
i nieść ze sobą w życie światło Boże,
i dźwigać przyszłość pracą swą ofiarną.
Pod płaszcz gwiaździsty
Pod płaszcz gwiaździsty
Twego miłosierdzia,
do przeczystego, matczynego serca
uciekłam się, o Mario, Matko Boża,
Pani Aniołów, ziemi i przestworza.
Do Ciebie wznoszę z ufnością powieki,
błagając Twojej łaski i opieki:
Osłoń nas tarczą miłosierdzia Twego,
módl się za nami i zbaw nas od złego,
Matko Najświętsza, która jesteś w niebie
i wspierasz lud Twój.
Pojednaj nas z najświętszym Twoim Synem
teraz i zawsze i w śmierci godzinie.
Modlitwa
Na drogi życia trudne i cierniste
błogosławieństwo Twe ześlij nam, Chryste.
Świeć nam w codziennych trudach, życia troskach,
Orędowniczko nasza, Matko Boska.
Przybądź nam ku pomocy i obronie,
Święty Józefie, możny nasz patronie.
Bądź z nami zawsze, Najświętsza Rodzino
i wspieraj dobrą radą i przyczyną.
Niech tarcza łaski i płaszcz Twej opieki
Osłoni lud Twój teraz i na wieki,
Abyśmy żyjąc z Twym świętym Imieniem
cieszyli się radością i zbawieniem.
Chrystus naucza z Piotrowej łodzi
Chrystus naucza
z Piotrowej łodzi
przez czas i pokolenia,
a ziarno Jego miłości wschodzi
i wciąż trwa
trud zbawienia.
Blask Ewangelii
jasnością świeci
dla nas i dla stuleci,
Mistrz z Nazaretu
i nasz Zbawiciel
wciąż garnie Boże dzieci.
On prawdą wieków
i wodą żywą
ludzkości drogowskazem,
a dusze nasze
są Bożą niwą
z Nim zjednoczone razem.
Przebacz mi, Matko
Przebacz mi, Matko,
żem często zasmucał
Twe dobre oczy i serce matczyne,
żem był jak drzewo
wyschłe na pustyni
bez życia, wiary i miłości Bożej,
żem często błądził
po bezdrożach życia,
że Imię Twoje wymawiałem rzadko,
że zmarnowałem skarbów duszy tyle
zbłąkany w drodze mej …
Przebacz mi, Matko.
Wracam do domu
Ojca, mego Pana,
i znów z ufnością wymawiam Twe Imię,
do stóp Twych chylę
w pokłonie kolana
i miłosierdzia, opieki Twej proszę.
Niech mi Twa postać
jasna i świetlana
na ścieżkach życia ludzkiego jaśnieje,
niech co dzień wzywam Cię
każdego rana,
każdego dnia i nocy, co mrok sieje.
Niech Imię Twoje
słodkie, najłaskawsze
ze czcią wymawiam do końca dni moich,
w Tobie nadzieję
pokładając zawsze,
jak pątnik klęcząc, u Twoich podwoi.
W ostatniej życia godzinie
W ostatniej życia godzinie
przybądź nam, Chryste
niechaj na dusze nam spłynie
ku łez i smutku dolinie
światło wieczyste.
Niech Twe Ojcowskie spojrzenie
nas błogosławi,
rozproszy mrok i zwątpienie,
co krążą wkoło jak cienie
i moc Twa zbawi.
Niech stojąc u bram wieczności,
na Twoim progu
ufni swą wiarą i prości
śpiewamy hymn swej miłości
Panu i Bogu.
Nie zapomniałem
Nie zapomniałem modlitwy dziecięcej,
choć tyle lat minęło i burz tyle.
Znowu z ufnością wznoszę w niebo ręce
w bezmierną dal skąpaną w gwiezdnym pyle.
Wciąż widzę Boga w ubogiej stajence
przypominam dawne wzruszeń chwile.
Wciąż patrzę jak Pan nasz umiera w Męce
i jak krzyż rośnie na ludzkiej mogile.
Wciąż jeszcze oczy me z ufnością wznoszę
do Matki Bożej, Najświętszej Panienki,
i łaski Jej i miłosierdzia proszę.
I jak przed laty znowu składam dłonie,
aby uciekać się ku Jej obronie
i z wiary modlitw składam kwiatów pęki.
Golgota
Gdy Chrystus dźwigał krzyż za nasze winy -
Nikt z Nim nie dzielił jego krwawej Męki
Nikt Mu nie pomógł i nie podał ręki
W czasie tej trudnej, bolesnej godziny.
Tylko niewiasty widząc Go płakały
Gdy otaczała Go wkrąg wrogość dzika
Tylko mu twarz otarła Weronika
Gdy szedł zbolały, krwią zbroczony cały.
Tylko szła za Nim w smutku i żałobie
Matka Bolesna, Matka Jezusowa
I miły uczeń Jan wierny w tej dobie.
Szepcząc współczucia i miłości słowa
Dzielili z Panem brzemię odkupienia
Boskiej Ofiary i dzieło zbawienia…
Pod Krzyżem
Oto upadam na kolana
przed Tobą, Panie Jezu Chryste,
patrząc na Ciało Twoje w ranach
na czoło krwawe i cierniste.
Rozpamiętując Twoją Mękę,
śpiewając cicho gorzkie żale,
u stóp Twych we łzach skruchy klękam,
sławię Cię w wiekuistej chwale.
Racz wejrzeć na Twój lud, o Panie,
z męczeńskiej Krzyża wysokości
i daj nam z naszych win powstanie,
usłysz nas i bądź nam miłościw.
Niechaj Twa święta Krew przelana
będzie dla dusz ożywczym zdrojem
i czcijmy w Tobie Boga - Pana,
który jest życiem i pokojem.
Niech chwała będzie Sercu Twemu
w pokoleń ludzkich czas daleki,
Sercu Boskiemu Najświętszemu,
z którego czerpią wszystkie wieki.
Zanim mnie kiedyś
Zanim mnie kiedyś wezwiesz stąd
Pozwól mi Panie Boże
Patrzeć na zieleń naszych łąk
Na ziemię i na zorze.
Niech świeci noc tysiącem gwiazd
I świt różany wschodzi
Niech w nowe dni
I nowy czas wstępują z pieśnią młodzi.
Pozwól nacieszyć mi się dniem
Wieczorem i świtaniem
I każdym życia mego tchem
Pozwól się cieszyć Panie
Niechaj pieśń czci z serca Ci brzmi
Do kresu lat i chwili
Abyśmy Ciebie wszyscy wraz
Po wszystek czas sławili
*******
Amarantowy i złocisty
seledynowy i różowy
zachód mi w okno świeci łuną
i gra cudownie jak organy.
I patrzę na nieziemskie zorze,
na ogród nieba i przepychy
na złociste cudne morze
wysławiam Imię Twoje, Boże,
jak kłosy pól w zadumie cichej
Gram Ci na serca mego lirze
na skłonie dnia i progu nocy
i patrzę na gwiaździste wyże
coraz to Ciebie zda się bliżej
Boże, ucieczko ma i mocy.
Apokryf II
Chodził ci Pan Jezus
wśród prostych rybaków,
mówił i nauczał
i cieszył biedaków.
Mówiono: Syn cieśli
mówiono: Syn Marii
mówiono w Judei.
mówiono w Samarii.
A tylko Piotr jeden
rzekł: Tyś jest Syn Boży,
Tyś Bramę Niebieską
Królestwa otworzył.
Przyjąłeś ubóstwo,
ukryłeś swe Bóstwo,
cudami swoimi
rozjaśniasz mrok ziemi.
Apokryf
Gdy Matka Boża koszulki prała
nie było słonka w sobotę,
więc ręce w niebo swe wyciągnęła
po blaski jasne i złote.
A słońce widząc, że Matka Panna
od rana chodzi stroskana,
przez ciemne chmury
błysnęło z góry:
-Suszże je, Matko kochana.
Więc od tej pory ponoć w sobotę
zawsze choć promyk maleńki
błyśnie, by rzucić promienie złote
dla Przenajświętszej Panienki,
dla wszystkich matek, co suszą dzieciom
koszulki ich i sukienki.
Światełko wiary
Idę przez życie z lampką wiary,
Jaka mi serce grzeje.
Rozrasza ciemnych zwątpień mary
I długich nocy mych obszary,
I niesie mi nadzieję.
A chociaż ciężko, smutno czasem,
Choć ugór życia szary -
Na przekór burzom mego wieku
I wszystkim losom mym na przekór
Niosę światełko wiary.
Niosę w wędrówce mej przez życie
Płomyk, co mi jaśnieje,
Jak kiedyś, gdym brnął w nocy mroku
Niosąc swą trwogę i niepokój
Przez noc, mrok i zwieję.
I chociaż droga ma daleka
Choć ciężko iść w podróży -
Wiem, że gdzieś przystań na mnie czeka
I Bóg nasz nieśmiertelny w wiekach
Jak cichy dom po burzy.